16 sierpnia 2018

Charlote Link - Obserwator



Nie wiem, co ostatnio idzie mi gorzej, czytanie, czy pisanie. Po kiepskich podejściach do fantastyki, do łask wrócił kryminał spod pióra jednej z moich ulubionych autorek Charlotte Link, która do tej pory jeszcze mnie nie zawiodła (ale czy przy czwartej książce można się zawieźć?). Powiem szczerze, że początek szedł mi jakoś opornie, może to przez fakt drugich zmian i próbą wciśnięcia książki gdzieś pomiędzy sen? Nie wiem.

Samson nie jest zwyczajnym człowiekiem. Jest bezrobotny, mieszka ze swoim bratem i jego żoną i wydaje się, że całymi dniami szuka pracy, aby ta jędza w końcu przestała mu truć nad uchem. Ale Samson ma hobby. Obserwuje kobiety mieszkające w jego otoczeniu, pragnie żyć ich życiem lub być jakąś namacalną jego częścią, jednocześnie nią nie będąc. Jest niewidzialny, nikt go nie pamięta i tylko mgliście kojarzy, że taki sąsiad faktycznie istnieje. Knuje intrygi, porywa psy, aby tylko kobiety go zauważyły. Jednakże tak się nie dzieje i mimo wszystko pozostaje niezauważony lub zapamiętany jako ten z zaburzeniami psychicznymi.

Najbardziej upodobał sobie Gillian Ward, idealną żonę idealnego męża Thomasa z idealną córką Becky. Ale czy na pewno ta rodzina jest taka idealna? Gillian wplątuje się w romans, jej małżeństwo małżeństwo wisi na włosku, a córka kocha bardziej... tatę, mamę uważając za zło konieczne. 

Im głębiej w las, tym akcja coraz bardziej się komplikuje. Prasą wstrząsają doniesienia o brutalnych morderstwach na samotnych kobietach. Ktoś z niesamowitą nienawiścią, w sposób wręcz bestialski morduje dwie kobiety i przypuszcza atak na rodzinę Gillian (nie zdradzę!). Co łączy te trzy kobiety, nie mające ze sobą kompletnie nic wspólnego? Jaką rolę odegra Samson? Kim jest tajemniczy kochanek Gillian i co wspólnego ma Tara?!

Zdawać by się mogło, że Link wplata nam kolejne wątki, będące osobnymi historiami, kompletnie nie pasującymi do całości. Ale im dalej czytam, tym bardziej się okazuje, że dostałam puzzle, które są bardzo ważną częścią całości. Tylko nie wiem, który puzzel jest najważniejszy i który bardziej mnie zaskoczy. Może i jestem starym książkowym wyjadaczem, ale kryminały mnie cały czas zaskakują i nie potrafię rozgryźć, kto zabił. 

Charlotte Link wręcz mistrzowsko splata akcję, dając nam zagadkę, której rozwiązania się nie spodziewamy. Mimo, iż część pierwsza trochę mi się wlekła, bo bardzo stopniowo budowała napięcie, o tyle część druga ruszyła z kopyta! Gdy już myślę, że w miarę sobie ułożyłam i zaczynam mieć jakieś podejrzenia, okazuje się, że jednak jestem głupia i dałam się omamić. Gdy okazuje się, że postać, po której się niczego nie spodziewałam gra jakąś większą rolę, czuję takie radosne wręcz podniecenie małego dziecka i wszystko we mnie krzyczy: więcej, więcej! Zdecydowanie lubię takie książki, a jeszcze bardziej książki Link, ale je dawkuje, żeby nie przedobrzyć i żeby nie zbrzydły mi inne kryminały.

Zdecydowanie jestem na tak!

Tytuł: Obserwator:
Tytuł oryginału: Der Beobachter
Autor: Charlotte Link
Seria: brak.
Liczba stron: 568
Format: mobi
Wydawnictwo: Sonia Draga

8 sierpnia 2018

Bloody Monday Season 2. Tomy 3-5



No i w sumie wygadałam, bo w trzecim tomie wychodzi na to, że ojciec Takagiego umiera. Maya jak zwykle okazała się dwulicową suką... Serio, jak ja tej baby nie cierpię. Już miałam nadzieję, że coś jej się w tej łepetynie ułożyło, ale wychodzi na to, że ona myśli tylko i wyłącznie o sobie.

Wydaje się, że kolejny kryzys został zażegnany i Tokio jest bezpieczne, ale z Oriharą i Magicznym Pociskiem na wolności nic nie jest pewne! O dziwo w tej serii jest o wiele mniej hakowania niż w pierwszych tomach, a więcej takiej praktycznej akcji, co jest fajne i inne. 

Cały czas czekam na romans pomiędzy Otoyą i Haruką, bo tak widać, jakby się mieli ku sobie, ale nie mogę się doczekać coś. W ogóle urzeka mnie więź, jaka łączy Fujimaru, Harukę i ojca, jaką zgraną i fajną rodzinę tworzą, mimo sekretów, tych wszystkich tajnych misji. To, że Takagi powiedział, że po śmierci jego nerka ma zostać podarowana Haruce, aby ta w końcu mogła zacząć normalnie żyć. Aż mi się zrobiło naprawdę smutno, że on zmarł. Szkoda gościa :C

Hibika i Fujimaru <3 / https://www.mangareader.net

Bardzo zastanawia mnie postać Hibiki. Wydaje się być jakimś robotem, cyborgiem, przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Podejrzewam, że jest po prostu tak dobrze wyszkolona, że zabito w niej uczucia, ale bardzo chętnie przeczytałabym rozdział poświęcony jej historii, bo mogłaby być ciekawa. I doczekałam się w piątym tomie! Wiedziałam, że za tym kryje się jakaś grubsza historia i się nie rozczarowałam! Ale za to kompletnie się nie spodziewałam zakochanego Fujimaru! Zdecydowanie piękna opowieść między tymi dwojga, a postać Hibiki nie rozczarowuje, jej zmiana jest fenomenalna. 

Akcja bardzo skupia się na walce pomiędzy Piotrusiem, a Falconem, hakerami poziomu czarodzieja, jednym złym, drugim dobrym.Dowiadujemy się bardzo ciekawych rzeczy z ich historii, chociażby tego, że to właśnie Piotruś nauczył Falcona podstaw hakowania (swoja drogą, jak to się odbywa?). Jest to na tyle ciekawie pokazane, że mam ochotę dowiedzieć się więcej, nie tylko o nich, ale i samym hakowaniu, od tak z ciekawości. Myślę, że działa to zdecydowanie na plus!
 
Tytuł:Bloody Monday Season 2: Pandora's Box.
Autorzy:  Ryou Ryumon, Kouji Megumi
Format: online, o tu
Stron:  192 (tom 3), 191 (tom 4), 192 (tom 5)
Lata wydawania: 2009-20011
Tomów: 8
Rozdziałów: 68

7 sierpnia 2018

Bloody Monday Season 2 Tomy 1-2


Po wrażeniu, jakie wywarła na mnie pierwsza część mangi, nie mogłam tak po prostu po nią sięgnąć znowu. Krążyłam gdzieś, patrzyłam, miałam zapisane, pamiętałam, ale jakoś nie mogłam się zabrać. Potrzebowałam jednej boskiej, jednej okropnej i kilku pośrednich książek, żeby znów sięgnąć po świat Falcona. 

Akcja rozgrywa się dwa lata po wydarzeniach z ostatniego tomu Bloody Monday. Tym razem już nie uczniowie liceum, a studenci Fujimaru, Otoya i Aoi, głowni bohaterowie wydają się prowadzić normalne życie, bez niebezpieczeństw, ryzyka, hakerów i końca świata. Trwa to jednak bardzo krótko, bo szybko okazuje się, że nic nie jest takie, jakie nam się wydaje.

Fujimaru wciąż jest Falconem! Nie chwali się tym na lewo i prawo, żeby chronić swoich bliskich po akcji z Krwawym Poniedziałkiem. Chce uchodzić za normalnego, pracującego nastolatka i stara się, aby tym razem prawda nie wyszła na jaw. Jedyną osobą, która wie, jest jego powiernik i "kopia zapasowa", najlepszy przyjaciel Otoya. Swoją drogą ciekawa idea z tą kopią zapasową. Gdyby coś się stało Fujimaru, informacje nie zginą razem z nim. 

Temat Krwawego Poniedziałku nie umarł razem z końcem pierwszej serii, bo krąży jako tajne hasło.  Nie wiem jeszcze o co chodzi, ale z przyjemnością się dowiem. W drugim tomie pojawia się znowu ta sucz Maya, której nie cierpię, ale wiedziałam, że pierwszy moment, w którym się pojawi to będą jej cycki albo dupa i się nie zawiodłam!

No musiałam <3 \ www.mangareader.net

Jedno, co mnie śmieszy w tej serii, to nowy antagonista, a mianowicie "Shooter of the Magic Bullet", co w polskim tłumaczeniu jest chyba ujęte jako strzelcy magicznego pocisku. I po prostu kocham tą nazwę, bo za każdym razem wywołuje uśmiech i się zastanawiam jak oni na to wpadli :D

Lubię to, jak zmienili się bohaterowie, jak dojrzeli, a jednocześnie widzę znajomą kreskę. Kompletnie nie poznałam ojca Fujimaru, którego historia też stopniowo się rozwija i mnie wciąga. Początkowo myślimy, że przeszedł na "ciemną stronę mocy", po czym okazuje się, że ponownie jest na tajnej misji, jeszcze groźniejszej niż w pierwszej serii. Ale tym razem przynajmniej nie jest poszukiwany! Jeszcze.

To, co mnie drażni to ilość tekstu i to, jak bardzo jest to przegadane. Naprawdę, jakby każdą rzecz musieli wyjaśniać. Z jednej strony to rozumiem, bo żargon komputerowy i hakerski nie każdy musi rozumieć, ale czy oni serio muszą tyleeee gadać?

Ach! I ksywki antagonistów. No świetne. Piotruś Pan, Śnieżka, Bestia? Widzę postacie z bajek, które kompletnie nie pasują mi do postaci, które widzę, ale strasznie mi się to podoba :D

Tytuł:Bloody Monday Season 2: Pandora's Box.
Autorzy:  Ryou Ryumon, Kouji Megumi
Format: online, o tu
Stron:  192 (tom 1), 176 (tom 2)
Lata wydawania: 2009-20011
Tomów: 8
Rozdziałów: 68

2 sierpnia 2018

Betty J. Eadie - W objęciach jasności | No ja pier...niczę.


Pamiętam, że po przeczytaniu "Dowodu" Ebena Alexandra, zaczęłam szukać książek o podobnej tematyce. Nie wiedzieć czemu, strasznie lubię je czytać, tak samo, jak oglądać takie filmy. Zawsze się wzruszam, mimo, iż nie jestem osobą religijną i z reguły takich tematów nie lubię. Zupełnie już zapomniałam o tej książce, że gdzieś tam w odmętach czytnika jest, a że rzadko czytam opisy książek, każda następna jest niespodzianką. 

No ale. Po otwarciu książki widzę jakiś wstęp, które z reguły omijam, podziękowania, które też omijam, dalej jakieś przedsłowie czy inne gunfo, które też omijam, ale zaraz, zaraz, gdzieś mi procenty umknęły. Ledwo zaczęłam i już 30%? Hola, hola, co jest grane? No to wracam i jednak czytam. Początek okropny, opowiadane przez jakiegoś lekarza, nudne to niesamowicie. Mam wrażenie, że robiono ze mnie debila, który nie zna podstawowych pojęć! Naprawdę, gdyby nie fakt, że nie porzucam książek, rzuciłabym nią, bo poczułam się, jakby ktoś mnie obrażał i miałam wrażenie, że o tym będzie cała książka :<

Eustachy podsumował temat <3 \ memgenerator.pl

Generalnie książka opowiada o tym, co przydarzyło się Betty J. Eadie, tu amż po jej operacji, którą musiała przejść w wieku 31 lat. Mówi ona o swoim doświadczeniu, o opuszczeniu ciała i spotkaniu z bogiem/jezusem, jak zwał tak zwał. Bardzo dużo mówi o swojej rodzinie, o tym, jak mocno ich kocha, jak nie umie bez nich żyć, opowiada swoją przeszłość, która dla mnie jest trochę nieistotna, bo ja czekam na to, co przeżyła! Chcę czytać o emocjach, o strachu, bólu, radości, o tym, co widziała, o tym, co się działa. Nie, że kocha męża. Fajnie, ale nie o tym miała być książka.

Będąc w stanie śmierci klinicznej, zrobiło się... argh! Nie wiem, jak to inaczej nazwać. Tylko cztam, jak to ona jest ach i och, czego to ona nie odkryła, jaka się nie zrobiła wszechwiedząca, wszechwidząca i w ogóle. Mogę zrozumieć, że jest "po drugiej stronie, spotkała boga, wyszła z ciała", ale jest to napisane tonem, który sugeruje egocentryczną nastolatkę, która wyżej sra niż dupe ma i ja pierdolę, dlaczego ja to czytam.

Jest to idealny przykład, jak jedna książka może zniechęcić do całej tematyki, moje drugie rozczarowanie tego roku, choć nie wiem, czy nie największe! Pierwsze to było "Ocaliła mnie łza" Angele Lieby. Chociaż ta jest gorsza, zdecydowanie.

Tytuł: W objęciach jasności.
Tytuł oryginału: Embraced by the light.
Autor: Betty J. Eadie.
Seria: Dzięki bogu nie.
Liczba stron: 125
Format: mobi
Wydawnictwo: Świat Książki

30 lipca 2018

Lisa Scottoline - Kłamstwo doskonałe. Co to była za książka!


Zdecydowanie jestem fanem pierwszych spotkań z autorami, co zapewne już mówiłam. A ten rok w nie obfituje! O ile w zeszłym rzucały się w oczy serie (prawie cały rok, seria za serią), to w tym roku jest ich mniej. Nie mogę się na nich skupić, plus sporo zaczęłam i sporo jest tych pierwszych tomów. A jeszcze więcej pierwszych spotkań! I to jakich! Lisa Scottoline jest moim, wow, siedemnastym nowym autorem w tym roku! I szturmem wpada do czołówki ulubionych (ale jeszcze przeczytam parę jej książek, żeby się upewnić :D)

W przypadku tej książki niesamowicie zmyliła mnie okładka i kawałek opisu, który przeczytałam, bo w życiu nie spodziewałabym się tego, co przeczytałam! Nie wiedzieć czemu, myślałam, że będzie to coś w stylu Jodi Picoult. A dostałam duuuużo dobrego. 



Wszyscy przepadają za Chrisem Brennanem – uczniowie, zawodnicy drużyny baseballowej, ich matki, kadra pedagogiczna. Niedawno przeprowadził się do małego miasteczka w Pensylwanii i podjął pracę w miejscowym liceum. Przystojny kawaler sprawia wrażenie chodzącego ideału. Tymczasem wszystko na jego temat jest kłamstwem – nigdy nie był nauczycielem ani trenerem, manipuluje uczniami, by zrealizować swój tajemniczy cel. Wspólnika szuka wśród nastoletnich baseballistów…

I w przekonaniu, że Brennan jest terrorystą żyłam przez pół książki. Wszystko na to wskazywało, historia pociągnięta tak, że wszystkie fakty do siebie pasują, są wiarygodne, a ja tylko czekam na wybuchowy finał. Mniej więcej w połowie książki moja wiedza została podarta na kawałki i poczułam się, jakby ktoś wylał na mnie wiadro zimnej wody. Nic nie było takie, jak myślałam! Wychodzą na wierzch nowe fakty, które roztrzaskują to, co wiedziałam do tej pory i każą mi wszystko przemyśleć od nowa. W jak najbardziej pozytywny sposób, bo byłam mega zaskoczona i aż mi się mordka roześmiała, bo bardzo polubiłam Chrisa i cieszyłam się, że nie jest tym, za kogo go miałam (uff!)

Bardzo podoba mi się piór Scottoline, jej styl i to, jak łączy ze sobą fakty, jak gwałtownie zmienia kierunek historii, nie psując przy tym jej ciągu i nie wprowadzając zamieszania. Chciałam więcej, nie mogłam się oderwać i poważnie żałowałam, że muszę iść do pracy następnego dnia i trzeba iść spać. Co nie zmienia faktu, że nie mogłam zasnąć, bo wciąż w głowie miałam tą historię. Zdecydowanie na plus, bo rzadko mi się to zdarza. 

Tytuł: Kłamstwo doskonałe.
Tytuł oryginału: One perfect lie.
Autor: Lisa Scottoline.
Seria: Brak.
Liczba stron: 408
Format: mobi
Wydawnictwo: Prószyński i s-ka.

27 lipca 2018

Audiobook podejście pierwsze - Nie, nie i jeszcze raz nie!



Moim pierwszym podejściem do audiobooka stał się Pamiętnik Nicholasa Sparksa, który podrzucił mi M. I boże, dlaczego! Jezus, jak ten lektor mnie wkurza. No ale od początku.

Pamiętnik, chyba kojarzą wszyscy, ale nie o samą książkę tu dziś chodzi. Wydana w 2000 roku, audiobook nagrany w 2002. Mogę zrozumieć, że jest to 16 lat, ale nie mieli dobrych lektorów, poważnie?!

Nagranie zakładu nagrań  i wydawnictw związku niewidomych w Warszawie, rok 2002. Czyta Henryk Drygalski.

Jeśli takie audiobooki serwowano niewidomych, to bardzo współczuję, bo mam ochotę rzucić telefonem i się zastanawiam, dlaczego to zostało wydane. Panie Henryku, jest pan beznadziejny! Lektor ewidentnie ma problem z literą "s", co brzmi jak syczenie węża, okropnie wkurzające (żeby nie powiedzieć gorzej), w ogóle nie zna wymowy angielskich imion i nazw, pomiędzy członami jednej nazwy bierze wdech, przez otwiera mi się przysłowiowy nóż w kieszeni. Jestem zdezorientowana, nie rozumiem tych nazw, są kompletnie źle wypowiedziane z jakimś naprawdę dziwnym akcentem, który je zniekształca. Źle akcentowane, wymawiane, nie wie, gdzie się akcja dzieje, nie rozumiem nazwiska głównego bohatera...

W ogóle w trakcie narracji dziwnie są stawiane akcenty, bardzo wyraźnie za to jest słyszane łapanie oddechu, jakby pan lektor męczył się samym mówieniem, co brzmi dziwnie, czuje się nieswojo i tracę zainteresowanie treścią, bo mogę się skupić tylko na tym dyszeniu i tylko to słyszę.

Jestem strasznie wkurzona na tą książkę, nie chcę jej czytać, a tym bardziej słuchać, czuję, że jakbym dobrnęła do końca książki (a wytrzymałam jakieś 20 minut), to klęłabym na czym świat stoi i możliwe, że znienawidziłabym tą książkę. 

Pocieszam się faktem, że mamy rok 2018 i sprawdzając próbki audiobooków słyszałam parę naprawdę przyjemnych głosów. Lektor musi nas zauroczyć swoim głosem, opowiedzieć nam historię tak, jakbyśmy przeżywali ją sami, zaczarować. Nie przyprawić o kurwicę!

Narazie chyba jednak nie sięgnę po audiobooki ;c A miało to być fajne rozwiązanie na podróże środkami komunikacji ;c Noż kurde.

25 lipca 2018

Maja Lidia Kossakowska - Żarna Niebios



Do polskich autorów pałam niechęcią, rzadko kiedy jakaś książka mi się podoba, nie chcę czytać. Polskich produkcji też praktycznie nie oglądam, chociaż niektóre komedie skradły moje serce. Do Kossakowskiej zostałam zachęcona... w pracy i to o dziwo przez męską część. Przekonało mnie chyba to gadanie o aniołach i demonach, do których mam lekką słabość. Początek przyjęty bardzo dobrze, czytanie po północy chyba mi służy! Dopiero w trakcie czytania dowiedziałam się, że jest to zbiór opowiadań (dlaczego?), ale cóż, co zrobić.

Sól na pastwiskach niebieskich

Ariel jest aniołem skazanym na ucieczkę. Jest inny niż wszyscy, uważa się, że ma w sobie odrobinę demonicznej krwi. Jest krnąbrny, nie daje się kontrolować, ma swoje zdanie i nie czci Pana, jak każdy anioł. Dopuścił się też rzeczy wydawać by się mogło niemożliwej - odmówił sprawowania pieczy nad człowiekiem, co do tej pory nigdy się nie zdarzyło. Z tego względu miał zostać osądzony, ale zamiast tego, zostaje uznany za zmarłego, gdy Abdiel razi go piorunem. Co więcej Ariel chce... zostać człowiekiem.

Zdecydowanie polubiłam Ariela już od samego początku, jego historia mnie wciągnęła, a fakt, że jego najlepszym przyjacielem jest smok nie ma z tym nic wspólnego! Podoba mi się opis aniołów, sam ich wygląd i to, jak ludzcy są, nie jak często przedstawiani, jako idealne postacie.

Pewnie, że jestem aniołem, chociaż nie sposób wykluczyć pomyłki. Ludzie na ogół nie
wyobrażają sobie aniołów o stalowoszarych skrzydłach, czarnych włosach i bliznach na
twarzy. Szczerze mówiąc, obiegowy obraz anioła nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.
Te słodkie, bezpłciowe istoty ze złotymi lokami i spojrzeniem emanującym dobrocią po
prostu nie istnieją. Fizycznie ten opis najbardziej pasuje do Świetlistych, anielskiej
arystokracji zamieszkującej wyższe Nieba, ale pozory lubią mylić. Wszyscy Świetliści,
których spotkałem, okazali się w końcu draniami pozbawionymi czci i sumienia. To właśnie
przez tych złotowłosych sukinsynów dorobiłem się większości blizn, a mam ich całkiem
sporo. Życie anioła tylko z pozoru jest łatwe.

Nie podoba mi się tu, że tyle czasu jest poświęcone temu, w jaki sposób chce zostać człowiekiem, a gdy już nim zostaje jest chwilka i koniec opowiadania. Boże, jak ja tego nienawidzę. Takiego nagłego ucinania akcji, szybkiego końca, niemalże po łebkach.

Żarna niebios

Nuriel "był wysoki, szczupły i kanciasty. Nosił wytarte jeansy, podkoszulek i wyświechtaną marynarkę. I jeszcze jedno. Miał lawendowe włosy. Kolejny anioł, który jest nietuzinkowy, inny i  ma sobie to coś, po czym ludzie od razu rozpoznają, że oni nie są stąd.

A przecież lekarze, wszyscy ci profesorowie i specjaliści o uspokajających, budzących
zaufanie głosach zapewniali ją, że z czasem będzie lepiej. Padały same fachowe określenia, a
ona wciąż nie umiała pojąć dlaczego ma cieszyć się z szansy, że resztę życia spędzi na wózku
inwalidzkim. Nadal jest nadzieja, że nie będzie pani do skończenia świata leżeć w łóżku, jak
wielka, bezwładna lalka. Przesadzimy panią na śliczny, chromowany fotelik na kółkach,
dzięki któremu zmieni się pani w coś w rodzaju samochodu na baterię. To WSPANIALE,
prawda?


I w tym momencie odechciewa mi się opisywania każdego opowiadania po kolei. Przypomniało mi się, jak bardzo nie lubię zbiorów opowiadań. Nie lubię i nie! Drażni mnie taka forma upychania krótkich, bardzo często w ogóle ze sobą niezwiązanych historii w jeden tom. Fakt, że każda jest inna, opowiada o innych aniele, inne przygody i jest na swój sposób wciągająca (bo nie mogłam się oderwać!), ale ledwo wciągnę się w jedną historię, już dostaję następną. Nie, nie i nie!

Ale pomijając kwestię formy, historie same w sobie są bardzo ciekawe. Lubię pierwsze spotkania z autorami, daje mi to sposobność odkryć nowe światy, styl pisania, historie. To spotkanie uznaję za jak najbardziej udane i nie mogę się doczekać pozostałych tomów. Może z tą naszą polską fantastyką nie jest aż tak źle (:

Bardzo podoba mi się tutejsza wizja aniołów i demonów, które nie są idealizowane, anioły nie są stuprocentowo złe, a demony nie są złe do szpiku kości. Czyta się to bardzo fajnie, szybko i wciąga na całego. Kossakowska ma dość cięte poczucie humoru, które bardzo mi odpowiada, tak samo, jak język powieści, który mimo, iż czasami wulgarny, sprawia, że książkę czyta się całkiem szybko i przyjemnie. Zdecydowanie polecam!

Tytuł: Żarna Niebios
Seria: Zastępy Anielskie. Tom 1
Autor: Maja Lidia Kossakowska
Liczba stron: 512
Format: mobi + pdf
Wydawnictwo: Fabryka Słów

18 lipca 2018

Cathy Glass - Czy mnie pokochasz.



Lucy nie miała łatwego życia już od samego początku. Urodziła się w złym czasie w złej rodzinie. Matka, chociaż starała się zapewnić jej dobry byt, była bezdomna, bez grosza przy duszy, skazana na ucieczkę przed groźnym szefem i wykiwana przez byłego chłopaka, ojca Lucy.

Przez 8 lat trwała w tym, zaniedbywana, pozbawiona miłości i uczucia z matką, która nie potrafiła się nią należycie zając i dać jej miłości, na jaką zasługuje każde dziecko. Dopiero mając osiem lat trafiła do systemu, a mając 11 do Cathy Glass. Przez całe swoje życie była olewana przez osoby, które miały jej pomóc, trafiając z jednej rodziny do drugiej. Czuła się opuszczona, zła, widziała wrogów w przyjaciołach, zdana na samą siebie.

Kluczowym momentem w życiu Lucy okazał się... telefon od Cathy, która swoim uporem, miłością i zaangażowaniem przekonała ją do zjawienia się w swoim domu. Miały swoje gorsze i lepsze dni, ale jedyne, czego pragnęła Lucy to rodzina i miłość. Jest to jedna z pierwszych książek z tej serii, która prawie doprowadziła mnie do łez. Jej historia jest smutna, przejmująca i porusza o wiele bardziej, niż inne.

Trochę brak mi słów (: Myślę, że to mówi o wiele więcej niż jakiekolwiek słowa.

Tytuł: Czy mnie pokochasz
Autor: Cathy Glass
Seria: Brak.
Stron: 320
Format: mobi
Wydawnictwo: Muza

17 lipca 2018

Ryou Ryumon, Kouji Megumi - Bloody Monday | Sięganie po przypadkowe mangi czasami ma sens!



Serio. Sięgnęłam po nią kompletnie przypadkiem, od fajny tytuł i okładka (to wciąż się sprawdza!). I przepadłam. W wieczór odkrycia jej pochłonęłam 13 rozdziałów. Jest to w sumie moja pierwsza manga czytana online, ale przynajmniej jest po polsku. Po moim ukochanym Naruto, czyli świecie Ninja i świecie Shinigami w Death Note (wciąż brnę!) jest to coś tak kompletnie innego, że cały czas czekam na jakieś duchy, demony, bogów albo chociażby magię. Albo chyba w ogóle po książkach, które ostatnio czytam, czy serialach (Shadowhunters <3), jest ona tak boleśnie... normalna. Ale nie zrozumcie mnie źle, to miłe.

O ile normalnym można nazwać ucznia liceum, który jest hakerem i to pieruńsko dobrym hakerem. Takagi Fujimaru wydaje się być zwyczajnym nastolatkiem, który prowadzi normalnie szkolne życie, mieszka z chorującą na nerki siostrą i wiecznie zapracowanym po śmierci żony ojcem. Jest członkiem komitetu zajmującego się wydawaniem szkolnej gazetki wraz z paczką swoich przyjaciół. No nic bardziej mylnego!

Takagi okazuje się być tajemniczym hakerem, uwielbianym przez dziewczęta, którego pod lupę wzięła tajna organizacja, której szefem jest... jego ojciec. Takagi współpracuje z nimi, próbując odszyfrować plik dostarczony przez agenta. Nie wie tylko, że odszyfrowanie go spowoduje lawinę problemów, które spadną na niego, jego rodzinę i przyjaciół. 

Wszystko wydaje się być powiązane z tajemniczym wirusem, przypominającym mieszankę eboli z wąglikiem. Ktoś próbuje zapanować nas światem, a przynajmniej zniszczyć Japonię. Krążą nam po głowie ostatnie słowa ojca Takakiego. Krwawy poniedziałek. Koniecznie muszę wiedzieć, o co chodzi. 

Mamy tutaj intrygę i to na międzynarodowym poziomie (pierwszy raz widzę Rosję w mandze!), śmiercionośny wirus (mrrr, tygryski to lubią :)), nad wyraz inteligentne dzieciaki, które jednocześnie są mistrzami w swoich dziedzinach (nie dziwi mnie to). Grupę antyterrorystyczna, odpowiedzialną za rozsiewanie wirusa, pragnącą zniszczyć tajemnicza grupę Third-I, która okazuje się sekta religijna! Ich przywódca szczerze mówiąc trochę mi przypomina Jezusa... Sama Third-I jest chyba trochę jak jakaś tajemna grupa FBI albo coś, o której nie wiem nikt, nawet japoński rząd. 

Jest to moja trzecia czytana w życiu manga, ale póki co się nie rozczarowuję. Czytam ja wszędzie, przy każdej okazji, nie mogę się oderwać. Ostatnio się tak wciągnęłam jak czytałam ostatnie tomy Naruto (:

P.S: Jest też 9-odcinkowa manga i 20-odcinkowy serial. Chyba się skuszę :D

Tytuł: Bloody Monday
Autorzy:  Ryou Ryumon, Kouji Megumi
Format: online, o tu
Lata wydawania: 2007-2009
Tomów: 11
Rozdziałów: 96

15 lipca 2018

Podsumowanie serialowego sezonu 2017/2018



Pomijając to, co opisuję na bieżąco, czyli seriale, które już dawno temu zostały zakończone, mam swoja stała listę (odpowiednio modyfikowaną) oglądaną a bieżąco. W roku 2017 zakończyło się parę naprawdę fajnych seriali, niektóre towarzyszyły mi długi czas (Kości! <3), niektóre odkryłam niedawno (Grimm), ale ich odcinki obejrzane gdzieś w telewizji wciąż cięszą i nie nudzą. 

1. Chicago Fire sezon 6 - wciąż trzymają poziom, wciąż cieszą oko, wciąż nie mogę się oderwać. Trochę mnie irytują te cross-overy, ale jako, że oglądam całe uniwersum Chicago nie jest to aż tak odczuwalne.

2. Chicago PD sezon 5 - o ile uwielbia klimat kryminałów, policji i całą ekipę PD, trochę się nudziłam. Tęsknię za starym Voightem, tym upartym, nieprzewidywalnym tyranem. Trochę zmiękł za bardzo. Brakuje mi Lindsay, który była stałą i ważna częścią ekipy, a odkąd odeszła nie ma o niej słowa. Największy szok tego sezonu: śmierć Olinsky'ego. NIE LUBIĘ!

3. Chicago Med sezon 3 - seriale medyczne zajmują specjalne miejsce w moim serduszku i chyba nic tego nie zmieni (:

4. Once Upon A Time sezon 6 - coś nie mogę się przemóc i ten sezon wisi w kolejce ;c

5. Teria Wielkiego Podrywu Sezon 11 - wciąż kocham, mimo że już dawno odeszli od pierwszej myśli. Paczka wciąż bawi, choć już tak nie zaskakuje. 

6. Criminal Minds sezon 13 - jest to zdecydowanie jeden z moich ulubionych seriali. Pokochałam po pierwszym sezonie (Mandy czemu cię już nie ma!) i kocham do dziś. Jest to jeden z tych seriali, który nie powinien się kończyć.

7. Supernatural sezon 13 - jak wyżej. Mimo iż chciałam rzucić w siódmym sezonie bodajże (ten teksański akcent...), to cieszę się, że tego nie zrobiłam, bo uwielbiam oglądać przygody braci Winchester :D

8. Kroniki Shannary sezon 2 - pierwszy sezon mnie oczarował. Pierwszy odcinek drugiego sezonu rozczarował na tyle, że nie mogę się zebrać.

9. iZombie sezon 4. No nie podobał mi się. Pierwsze sezony bawiłam się świetnie, ale ostatni był okropny i o ile nic się nie zmieni, to czekam na zakończenie.

10. Supergirl sezon 3 - Tak, Tak, wciąż tak! Tyle ulubionych postaci w jednym seriali już dawno nie miałam! Akcja boska, postacie świetne, chcę więcej I trochę łez na końcówce (Mon-El, Win, Hank, dlaczegooooo).

11. Flash sezon 4 - jak wyżej, chociaż to, co mnie drażni, że przez jakieś 20 odcinków walczą z tycm cholernym DeVoe, żeby w ostatnie dwa go pokonać. Trochę nierówno i przez to mam podobne wrażenie jak przy jednym sezonie Pamiętników Wampirów - jeden wątek i nic się nie dzieje. Ale Barry i Iris wzięli ślub! więc się wyrównało (:

12. The Resident sezon 1 - nowy nabytek w tym roku, ale jaki dobry. Jest inny, jest fajny. W opisie przeczytałam, że młody rezydent (tutaj lekarz Devon Pravesh, wielbię go) trafia po opiekę starszego kolegi (wydaje się, że to Conrad, stuknięty, ale świetny), które okazuje się psychopatą. I teraz nie wiem, cz ktoś sobie jaja robił, czy ze mną jest coś nie tak i tego psychopaty nie widzę :D

13. Lucyfer sezon 3 - anulowany serial, który jednak będzie wznowiony, więc został na liście. Trzeci sezon nie zaskakuje i nudzi, ale ma dobre momenty.

14. Teen Wolf sezon 6. O ile zawsze lubiłam i wciągnęłam się od początku to teraz nie mogę. Może top poniekąd przez ten niesamowicie mroczny klimat, które ostatnio mam dosyć i kompletnie nie mam na niego ochoty

15. Young Sheldon - pilot był świetny, śmiałam się strasznie.  Ale im dalej w las tym gorzej, bo tego teksańskiego akcentu nienawidzę i nie mogę przeżyć. Jest okropny i jak dla mnie psuje wszystko i sprawia, że nie da się tego oglądać.

16. The Good Doctor sezon 1 - kolejna nowośc na liście. Tym razem mamy do czynienia z młodym lekarzem, chorym na autyzm. Nie wiem, na ile jest to wiarygodne, ale oglądało mi się bardzo fajnie i trochę smutek, że tak mało odcinków. Czekam na ciąg dalszy.

17. Santa Clarita Diet sezon 2 - odkrycie podczas przekopywania Netflixa. Spodobał mi się na tyle, że w 2 albo 3 dni obejrzałam dwa sezony. Jest tak głupie, że aż dobre i śmieszne. Jeden z tych absurdalnych seriali, przez które człowiek się śmieje jak głupi.

18. Dynastia - sezon 1. Cholera wciągnęłam się w te dramaty i problemy bogatych ludzi.

19. Game of Thrones sezon 6 - zasnęłam na pierwszym odcinku, źle wróży. Na razie czekam, może najdzie mnie ochota.

20. Pretty Little Liars sezon 7 - stanęłam na 4 odcinku. Chcę poznać zakończenie, ale nawet nie wiecie, jak ja się cieszę, że ten serial się skończył. Stał się tak męczący, że masarka. 

21. Shadowhunters sezon 3 - Dlugo się zabierałam za to, ale chyba stał się moją nową miłością. 

Czekam na sezon 2018/2019, który oficjalnie rozpoczyna się wrzesień/październik. Ciekawe, co przyniesie :))

14 lipca 2018

Siostra Hawthorne (2009-2011)



Główną  bohaterką serialu "Siostra Hawthorne", rozgrywającego się w Szpitalu Richmond Trinity, jest silna, ale troskliwa szefowa pielęgniarek, Christina Hawthorne (Jada Pinkett Smith). Ciągle toczy walkę o życie pacjentów, często nie mając najmniejszych szans na wygraną. Czy to traktując po ludzku bezdomną kobietę, bądź próbując rozmawiać z pacjentem chorym na raka, chcącym popełnić samobójstwo, Christina musi stawić czoła administratorom szpitala, nieczułym lekarzom, apatycznym kolegom i systemowi, który czasami zapomina, że został stworzony po to, by służyć choremu. 

Christina niedawno owdowiała matka inteligentnej, samodzielnej nastolatki, stawia swą karierę na równi z rolą samotnego rodzica. Dzieląc swój czas pomiędzy pracę a obowiązki rodzinne, ledwie starcza jej czasu by utrzymać porządek w swym życiu. Wie jednak, że nie musi i nie może postawić na kimś krzyżyka. To właśnie jej pasja sprawia, że jest bohaterką.

Myślę, że opis producenta jest wystarczający. Co prawda odnosi się tylko do pierwszego sezonu, bo Trinity zamknięto potem, a jak usyszałam, że kolejny szpital też chcą zamykać, chciałam sobie odpuścić. W pierwszym sezonie Hawthorne jest świetna. Charyzmatyczna pielęgniarka, która jakiś cudem zawsze wie, co robić i daje sobie radę ze wszystkim wydaje się urodzona do swojej roli. Zbuntowana nastoletnia córka, świetni lekarze, pielęgniarze i pielęgniarki. Ma to ręce i nogi. 

O ile pierwsze dwa sezony były fajne, coś się działo, barwne postacie, o tyle trzeci stał się strasznie depresyjny. Rozwód, śmierć, zdrada. Atmosfera niemalże pogrzebu... Nie wiem, czy gdyby nakręcili dalsze sezony, to bym obejrzała, jeśli utrzymaliby taki grobowy nastrój, bo to się aż ciężko ogląda. Zabrakło mi Candy i Raya, którzy byli takimi jasnymi światełkami. Nawet niezdarna i głupkowata Kelly nadawała tu jakiś rytm, której rolę zmniejszono do minimum.

Wiem, że serial jest o siostrze Hawthorne, ale w trzecim sezonie jest jej i jej dramatów zdecydowanie za dużo. Jest to jeden ze słabszych seriali, jakie kiedykolwiek widziałam. Trochę przykre, bo miał potencjał.

Tytuł: Siostra Hawthorne.
Tytuł oryginały: Hawthorne.
Liczba sezonów: 3
Czas trwania odcinka: 43 min.
Lata emisji: 2009-2011