Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drageus Publishing House. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drageus Publishing House. Pokaż wszystkie posty
Craig Alanson - SpecOps

marca 22, 2022

Craig Alanson - SpecOps

Naprawdę nie spodziewałam się, że ta seria tak mi się spodoba, a ja serio dobrze się bawię i już wiele razy musiałam powstrzymywać się, żeby głośno nie wybuchnąć śmiechem. Wciąż twierdzę, że najfajniejsze książki, po które sięgam to te, na które trafiłam zupełnie przypadkiem i ta seria wydaje się tą teorię potwierdzać.

Militarna space opera w łapkach kogoś, kto namiętnie czyta romanse i kręci nosem na skomplikowane historie? A jednak można, bo w ogóle nie jest skomplikowana. I choć czasami czuję się jak Joe, a obelgi Skippy'ego równie dobrze mogłyby trafiać do mnie, a do głównego bohatera to jednak ten element bardzo mi się podoba, bo nie tylko ja jestem kimś, kto totalnie się w tym nie odnajduje i nie rozumie wielu zaawansowanych pojęć. Dzięki za takiego bohatera, jak Joe Bishop! Zwykłego, młodego człowieka, który znajduje się w miejscu, w którym być nie powinien, do którego się nie nadaje, a jednak robi wszystko, by się w nim odnaleźć i nie zawieść swoich podwładnych. Trudno go nie lubić i nie stanąć po jego stronie, bo jest postacią nie pozbawioną wad i nie boi się przyznać, że coś go przerasta.

Ponownie powiem, że przekomarzania Skippy'ego i Joego to moja ulubiona część tej serii i jeśli ta dwójka pozostanie taka przez wszystkie tomy, to ja zbyt szybko stąd odejdę. Czasami mam wrażenie, że niewiele się dzieje, bo jest dużo opisów, a nasi bohaterowie dosłownie stoją w miejscu i czekają, aż będzie bezpiecznie i to właśnie wtedy najbardziej doceniam te pyskówki.

To trochę taka śmieszna książka, bo częściowo mam wrażenie, że jest o niczym - głównie przez to, że spora jej część to wyjaśnianie zawiłych zagadnień, przenoszenie się z miejsca na miejsce i rozpracowywanie planów ataku, ale chyba właśnie na tym polega jej urok. Jest logiczna, jest spójna, nie ma niepotrzebnego napięcia, ani tego dziwnego niezręcznego momentu, kiedy przez całą książkę szykujemy się do ataku, a on rozgrywa się w trzy sekundy. Tutaj czasami coś nie wyjdzie, czasami nie trafią tam, gdzie chcieli, a czasami dojdą do wniosku, że cokolwiek zrobią, nic to nie da i ja to bardzo szanuję.

Nie są heroiczni na siłę, nie są niezniszczalni, nie wszystko im się udaje. A ja, choć wciąż nie wiem, co tutaj robię, naprawdę doceniam i już przebieram nóżkami, by lecieć po kolejny tom.

Tytuł: SpecOps
Tytuł oryginału: 
Autor: Craig Alanson
Seria: Expeditionary Force (tom 2)
Stron: 592
Format: audiobook (czyta Wojciech Masiak)
Wydawnictwo: Drageus Publishing House
Craig Alanson - Dzień Kolumba

marca 04, 2022

Craig Alanson - Dzień Kolumba

Nie lubię SF, nie lubię space oper, kosmitów i kiedy akcja dzieje się w kosmosie. Dlatego tym bardziej jestem zdziwiona, że ta książka mi się podobała i mam ochotę kontynuować serię. A zapewne, gdybym przeczytała opis, w życiu bym po nią nie sięgnęła.

Dzień Kolumba. Dzień, który zmienił wszytko. To dzień, w którym na Ziemię przybyły obce wojska i przejęły planetę. Przebywający na przepustce młody żołnierz Joe Bishop zostaje wplątany w międzynarodowy konflikt, choć jedyne, czego pragnął, to urlop w rodzinnym domu.

Mam trochę problem z tą książka. Ma swoje momenty, bo fabuła jest przemyślana, sensowna, tu nie mam momentów w stylu: jesteśmy nikim, ale pokonujemy kosmitów w piec sekund. Nie, tu faktycznie dostanie się na obcy statek, planetę zajmuje czas, nie zawsze się udaje, a bohaterowie popełniają błędy. I to jest to, co mnie kupiło. To i pewna niesamowicie pyskata sztuczna inteligencja.

Ale są tez momenty zupełnie niepotrzebne - chyba nigdy nie zapomnę tego niesamowicie długiego fragmentu, kiedy nic się nie dzieje, a nasi bohaterowie sadzą ziemniaki. Aż żałuje, że nie sprawdziłam, ile to stron trwało. Przyznaję. Ta książka jest przegadana, bo sporą cześć dałoby się wyciąć albo skrócić. Ale jest tez napisana łatwym i przyjemnym językiem i skierowana raczej do młodszego czytelnika, a co za tym idzie, jeśli nie lubicie skomplikowanego języka SF może wam się spodobać.

Wspominałam już, że kosmici są zwierzokształtni? Pierwsza obca rasa, która pojawia się w książce wyglądem przypomina chomiki. Tak, to prawdopodobnie tez mnie kupiło.

Tytuł: Dzień Kolumba
Tytuł oryginału: Columbus Day
Autor: Craig Alanson
Seria: Expeditionary Force (tom 1)
Stron: 592
Format: audiobook (czyta Wojciech Masiak)
Wydawnictwo: Drageus Publishing House
Pierce Brown - Złota krew

września 02, 2021

Pierce Brown - Złota krew

Jeszcze do niedawna nie miałam zupełnie pojęcia o istnieniu tej książki, ale zobaczyłam ją i Iris, przeczytałam jej recenzję i stwierdziłam, że to może być coś dla mnie. Już od dawna chodzi za mną sci-fi, ale strasznie się go boję, a tutaj mamy taką bardzo lekką wersję (serio, ciężko powiedzieć, że to SF). 

Przytoczę opis, bo nie wiem, jak to podsumować: Darrow jest zwykłym górnikiem w kolonii na Marsie. No, może nie takim zwykłym, bo wykonuje niebezpieczną pracę Helldivera. Jednak należy do najniższej kasty.W dodatku nie ma ambicji, żeby przebić się wyżej, zresztą w jego świecie to zwyczajnie niemożliwe. Człowiek rodzi się i umiera dokładnie w tym samym miejscu, w tym samym układzie. Lecz nagle w życiu Darrowa zdarza się coś, co sprawia, że wszystko staje na głowie, a niemożliwe staje się możliwe. Nieszczęście może człowieka przytłoczyć, ale może też zeń wydobyć niesamowitą energię. Dopiero kiedy chłopak wyrywa się z ciasnych ograniczeń kolonii, zaczyna dostrzegać, jak funkcjonuje świat, w którym przyszło mu żyć. W dodatku może w tym świecie zostać bogiem… a właściwie jednym z bogów. Jednak aby to osiągnąć, musi walczyć, zapomnieć w dużej mierze, kim był przedtem.

Główny problem tej książki polega na tym, że czasami miałam wrażenie, że jest tu za mało. Czego? No właśnie tego SF. Niby akcja toczy się na Marsie, niby inny klimat, niby inne powietrze, a szczerze mówiąc równie dobrze mogłaby to być kopalnia położona w dowolnym miejscu na świecie i wyszłoby na to samo... To mi przeszkadzało na samym początku i nie ważne, jak mocno się nad tym zastanawiałam, nijak nie potrafiłam się poczuć, jakbym znajdowała się w innym miejscu, a co dopiero na innej planecie! W trakcie czytania już zupełnie zapomniałam o tym Marsie :)

Co więcej historia ta MOCNO czerpie z innych powieści i nie trzeba być niewiadomo jak oczytanym, żeby to zauważyć (Igrzyska śmierci, Niezgodna, to chociażby dwie, które mi się nasunęły), ale powiem szczerze, że to wrażenie jest bardzo wyraźne w pierwszej połowie książki. Odłożyłam ja na trochę i gdy powróciłam do niej po jakimś czasie, wrażenie się rozmyło i pozostało tylko zamglone wspomnienie. Osobiście mogę zrozumieć taką inspirację i skojarzenia, ale wiem, że niektórych może to kłuć w oczy. 

Poza tym to naprawdę fajna książka. Dla tych, co nie bardzo lubię SF albo się go boją - jak ja - będzie w sam raz, bo w ogóle go tu nie odczujecie. To już prędzej taka YA dystopia, która ma ambicje na bycie SF, ale po drodze coś jej nie wyszło. Ja się dobrze bawiłam podczas lektury, może nie byłam niewiadomo jak zafascynowana i miałam problem, żeby przeczytać ją w jakimś krótszym okresie czasu, bo przerwy między czytaniem miałam spore, ale jak już usiadłam i się wgryzłam ciężko mi było się oderwać. Nie jest to książka idealna, ale ma potencjał, a ja jestem ciekawa, jak historia się rozwinie i co Darrow nawywija, bo to dobry i zachęcający wstęp.

Tytuł: Złota krew
Tytuł oryginału: Red rising
Seria: Red Rising Saga (tom 1)
Autor: Pierce Brown
Stron: 432
Format: mobi
Wydawnictwo: Drageus Publishing House
Copyright © Kasikowykurz , Blogger