Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czarna Owca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czarna Owca. Pokaż wszystkie posty
Ake Edwardson - Wołanie z oddali

lutego 24, 2022

Ake Edwardson - Wołanie z oddali

Miałam problem z pierwszą częścią, mam też problem z drugą, choć pomiędzy obiema minęły trzy lata, a mój gust czytelniczy wyszedł poza strefę komfortu z 2018 roku. I o ile pierwsza połowa mi się podobała i słuchałam z ciekawością (choć z lektorem raczej się nie polubimy, nie mój typ głosu), to im bliżej końca, tym moje zainteresowanie było mniejsze, a przy ostatnich dwudziestu procentach było mi już wszystko jedno, co się zdarzy.

Nie przeszkadza mi, kiedy w kryminale nie ma seryjnych morderców i krew się nie leje strumieniami, inne gatunki też lubię, ale w tym wypadku nie wiem gdzie dokładnie leży problem, bo ja nie wiem dokładnie o czym ta książka miała być. Gdzieś w trakcie albo zgubiłam wątek. Nie wiem, czy to wina samej książki, czy tłumaczenia, czy wizji autora, ale nie wciągnął mnie w swój świat na tyle, żebym potrafiła do końca powiedzieć, co tu się zadziało. 

Śmieszne jest to, że sama sprawa była spoko, podobał mi się ten wątek, ale wykonanie już nie bardzo. I w przypadku takich długich serii zawsze mam problem. Bo skoro wyszło tyle tomów i autor chętnie publikuje, co znaczy że ludzie to lubią prawda? I nie wiem, czy próbować dalej, bo może to po prostu dany tom i dana sprawa mi nie leży, czy jednak odpuścić i dać sobie spokój (może za kolejne trzy lata? :D) 

Tytuł: Wołanie z oddali
Tytuł oryginału: Rop från långt avstånd
Autor: Ake Edwardson
Seria: Erik Winter (tom 2)
Stron: 536
Format: audiobook (czyta Jakub Pruski)
Wydawnictwo: Czarna Owca
J. D. Barker - Czwarta Małpa

listopada 20, 2021

J. D. Barker - Czwarta Małpa

Choć kryminały i thrillery zajmują specjalne miejsce w moim serduszku, ostatnio nasze drogi kompletnie się rozminęły i praktycznie ich nie czytałam. Dlatego tak bardzo się cieszę, że znowu do siebie wróciliśmy i mam ogromna ochotę, by znów poczytać o morderstwach i kryminalnych sprawach. A choć Barker ze swoją  "Czwartą Małpą" znajduje się na mojej liście od dnia premiery, to dopiero teraz udało nam się poznać. I czemuż to trwało tak długo?!

Bo ta książka jest świetna! Mocnym początkiem od razu przykuwa uwagę i nie pozwala o sobie zapomnieć. Zazwyczaj wygląda to tak, że albo dopiero seryjnego mordercę poznajemy albo nasz główny bohater już go zna, bo  przyszłości miał z nim zatarg i spotykają się ponownie po latach. Tutaj jest inaczej, bo detektyw Sam Porter (łysawy, z nadwagą, taki bardzo ludzki) tropi go już od pięciu lat i jest pozbawiony nadziei. Aż nadchodzi przełom i ich sprawca ginie pod kołami autobusu... A przynajmniej tak im się początkowo wydaje. Dodatkowo porywa córkę bogatego dewelopera, a jego modus operandi wydaje się różnić od dotychczasowych. 

Jakie to było dobre! Tak, wiem, powtarzam się, ale to było świetne. Już dawno tak bardzo nie ekscytowałam się kryminałem (Zoe Bentley, ale tak bohaterką była kobieta!). Na samym początku dostajemy garść zupełnie nic nie znaczących informacji, które wydają się ze sobą nie łączyć i nie mają sensu i bardzo długo nic nie ma sensu. Wydaje się, że rozwiązanie zagadki mamy tuż przed nosem, ale to wierutne kłamstwo i obiecuję, że warto czekać, bo sposób, w jaki wszystkie fakty się łączą i jak to wszystko jest powiązane? Masterpiece!\\

Tak naprawdę mamy dwie linie czasowe - obecną, w której Porter próbuje za wszelką cenę powstrzymać Zabójcę Czwartej Małpy (swoją drogą sztosik pomysł i jak zobaczyłam te małpy w innej książce to aż mnie ciarki przeszły) i drugą, gdzie poprzez pamiętnik poznajemy dzieciństwo mordercy. I nie umiem się zdecydować, która linia podobała mi się bardziej, bo obie śledziłam z równym zainteresowaniem. Choć przyznać, że w przypadku pamiętnika poziom mojej ekscytacji czasami przekraczał normę, a moja chęć poznania faktów sprawiała, że niemalże piszczałam z radości. 

A potem przyszły te ostatnie rozdziały i mój mózg chyba wybuchł. Chryste panie, jak tak można sobie pogrywać z czytelnikiem? Przyznaję, że poprzeczka została postawiona naprawdę wysoko i trochę aż się boję sięgać po drugi tom, bo boję się, że może nie sprostać, dlatego na jakiś czas to zostawię, poczekam, aż emocje opadną i nabiorę ochoty na kontynuację historii.

Po Carterze trochę się bałam, że już nie znajdę tak fajnego męskiego detektywa, a tu proszę, przyszedł Barker i dał mi Portera! 

Tytuł: Czwarta Małpa
Tytuł oryginału: The Fourth Monkey
Seria: Sam Porter (tom 1)
Autor: J. D. Barker
Stron: 432
Format: audiobook (czyta Marcin Hycnar)
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rozczarowania 2021 #1

października 22, 2021

Rozczarowania 2021 #1

2021 to dla mnie rok obfitujący w nowe gatunki, nowych autorów i mnóstwo nowych historii. I o ile o większości z nich jestem w stanie sklecić całkiem sensowną opinię, to niektóre okazały się tak wielkim rozczarowaniem, że napisanie o nich więcej niż akapitu albo dwóch zwyczajnie mnie przerasta. 

Także, moi drodzy, przed wami pierwszą część największych książkowych rozczarowań 2021 roku :)

Lily Brooks-Dalton - Dzień dobry, północy 


Niestety dla mnie kompletnie nie. Nie mam pojęcia, o czym jest ta książka, wynudziłam się okropnie. Przez 80% śledzimy losy Augusta - jaki to miało cel, nie wiem, w ostatnich 20 minutach upchnięta cała akcja. Zdecydowanie nie polecam. Nie wiem, jaki cel miała ta książka. Ponoć jest to piękna opowieść o samotności i diabeł wie, o jeszcze, ale ja już naprawdę dawno tak się nie wynudziłam i gdyby nie fakt, że ją przesłuchałam, to nie skończyłabym jej w ogóle. Jeszcze nigdy tak bardzo nie miałam ochoty odpuścić sobie książki.

Tytuł: Dzień dobry, północy
Tytuł oryginału: Good morning, midnight
Autor: Lily Brooks-Dalton
Stron: 272
Format: TTS
Wydawnictwo: Czarna Owca

Tim Lebbon - Milczenie


Kilka lat temu światem zawładnęły trzy horrory - Ciche Miejsce, Milczenie i Nie otwieraj oczy. Widziałam jeden z nich (Ciche Miejsce), czytałam jeden (Milczenie), na trzeci kompletnie nie mam ochoty. Mam wrażenie, że motyw stworzeń, które miliardy lat przeżyły w zamkniętym ekosystemie i po okryciu terroryzują świat stał się aż nader modny. Albo ja trafiam na niego podejrzanie często i mogę powiedzieć jeno - jest to cholernie schematyczne. Już po kilku stronach jestem w stanie przewidzieć fabułę, doskonale znam kolejne kroki bohaterów, a momentami mam wrażenie, że przebywam w innym dziele, bo sceny są jak żywcem z nich wydarte. 

Och, jak najbardziej doceniam pomysł, bo Wespy są stworzeniami rodem z horrorów, ale problem polega na tym, że nie są oryginalne. To po prostu diabelnie brzydki, łysy nietoperz żywiący się ludzkim mięsem, a ja mam wrażenie, że już to gdzieś widziałam. Dla osoby, która z horrorem nie ma nic wspólnego - jak najbardziej, to będzie świetna powieść! Mnie niestety przede wszystkim wynudziła, a otwarte zakończenie wprawiło w osłupienie, bo odniosłam wrażenie, że książka urwała mi się w połowie zdania. Swego czasu miałam swoistą obsesję na punkcie krwawych horrorów z niższej półki i wizja apokalipsy w wykonaniu nieznanych stworzeń jest zwyczajnie wtórna. I nudna.

Tytuł: Milczenie
Tytuł oryginału: The silence
Autor: Tim Lebbon
Stron: 368
Format: TTS
Wydawnictwo: Zysk i s-ka 

Christoph Marzi - Heaven. Miasto elfów


W tej historii spotyka się dwoje postaci - osiemnastoletni David, który większość czasu spędza pomiędzy dachami Londynu, bo tylko tam czuje się sobą i Heaven, tajemniczą dziewczynę, której ukradli serce i prosi Davida o pomoc. Początek jest nietypowy i intrygujący! Tylko trochę nam nie pykło...

Moim największym zarzutem dla tej książki jest brak tytułowych elfów. Widząc tytuł, spodziewałabym się większej ich ilości, może nawet tytułowego miasta, a tak naprawdę na kartach historii spotykamy... dwa. Tak, DWA. Co jak co, ale poczułam się oszukana i zawiedziona, bo ja naprawdę lubię elfy i uwielbiam historie o nich!

Sam motyw Heaven, która traci serce na rzecz zbirów zajmujących się tym zawodowo i poszukujących młodych serc dla swoich panów (to nie spoiler, dzieje się w prologu), to coś, co naprawdę miało ogromny potencjał! Ale mam wrażenie, że po drodze coś poszło nie tak i ostatecznie wyszło tak średnio i z dobrego fantasy, na które się zapowiadało, dostaliśmy trochę mdły romans, który totalnie mnie nie interesował. Strasznie szkoda, bo to mogła być naprawdę dobra książka! 

Tytuł: Heaven. Miasto elfów
Tytuł oryginału: Heaven: Stadt der Feen
Autor: Christph Marzi
Stron: 336
Format: TTS
Wydawnictwo: Muza 
S. K. Tremayne - Asystentka

lipca 08, 2021

S. K. Tremayne - Asystentka

Jeśli tak jak ja nie czytaliście opisu książki, zapewne również sądziliście, że będziemy mieć do czynienia z zazdrosną asystentką, która z życia głównej bohaterki zrobi piekło. No przynajmniej czegoś takiego się spodziewałam i w sumie nie jestem do końca pewna, czy się cieszę, że byłam jednak w błędzie...

Ta książka jest praktycznie kwintesencją powodów, dla których nie lubię urządzeń sterowanych głosem, nigdy nie będę mieć smart domu i dlaczego wciąż nie umiem się przekonać do wielu funkcji, które teoretycznie sprawią, że moje życie będzie prostsze. Wybaczcie, ale nie, nie i jeszcze raz nie, zostanę dinozaurem i sama będę sobie gasić światła i zamykać drzwi wejściowe. Prawdopodobnie nigdy nie zaufam elektronicznemu asystentowi i mimo, że doskonale zdaję sobie sprawę, że taka sytuacja to może jedna na milion, ale mimo wszystko gdzieś z tyłu głowy kołacze mi się myśl o buncie maszyn.

I właśnie takie reakcje sprawiają, że mogę myśleć o książce w kategorii tych lepszych, bo owszem, wywołała u mnie ogrom emocji i nawet kilka książek później, wciąż czuję się nieswojo, gdy o niej myślę. Przeraża mnie myśl, jak potencjalnie łatwo za pomocą komputera można zniszczyć komuś życie, zatruć całą egzystencję. I nieważne, jak bardzo naprostuje się sytuacje, nic już nigdy nie będzie takie samo.

Jest to moja pierwsza książka tego autora, bo mimo iż kilka lat wcześniej kupiłam jedną mamie na urodziny, nie udało mi się jeszcze jej przeczytać i teraz stoję na rozdrożach - jednocześnie mam ochotę przeczytać inne książki autora i zobaczyć, czy uda mu się znowu zrobić zamach na moje emocje i spokojny sen, a jakaś inna część mnie chce na zawsze zamknąć te drzwi i nigdy już tą drogą nie iść. Która wygra? Nie mam pojęcia. 

Tytuł: Asystentka
Tytuł oryginału: The Assistant
Autor: S. K. Tremayne
Stron: 432
Format: TTS
Wydawnictwo: Czarna Owca
S. K. Tremayne - Bliźnięta z lodu

czerwca 25, 2021

S. K. Tremayne - Bliźnięta z lodu

Rok po tym, jak w wypadku ginie jedna z bliźniaczek jednojajowych, Lydia, jej rodzice Angus i Sarah Moorcroft przeprowadzają się na maleńką szkocką wysepkę, którą Angus odziedziczył po babci. Liczą na to, że będą mogli tam podnieść się z traumy. Jednak gdy ich żyjąca córka, Kirstie, twierdzi, że pomylili jej tożsamość – i że w rzeczywistości jest Lydią – koszmar powraca. Zbliża się zima i Angus jest zmuszony opuścić wyspę, by podjąć pracę. Sarah czuje się odizolowana, a Kirstie (a może to Lydia) staje się coraz bardziej niespokojna. Gdy potężny sztorm odcina od świata Sarę i jej córeczkę, zmuszone są stawić czoła temu, co naprawdę wydarzyło się tamtego feralnego dnia. Podrzucam Wam opis :)

Ja naprawdę chciałam polubić tą książkę, słychać było o niej naprawdę dużo dobrego i pamiętam, że był spory szum, w pewnym momencie byłam przekonana, że mam ją w domu (podobna okładka, ten sam autor, ale inna powieść), ale ostatecznie historia ta mnie wymęczyła i sfrustrowała. 

Na początku jest okay - rodzina pogrążona w żałobie, dziecko, które straciło swoje lustrzane odbicie i najlepszą przyjaciółkę, szansa na nowe życie i nowy start na wyspie. I ten początek mi się podobał, czytało się go przyjemnie, ciężko odczuć, że jest to de facto debiut autora, bo to naprawdę jest solidnie napisana książka, czuć ciężki klimat żałoby, a później bardzo łatwo można się wczuć w atmosferę odludnej wyspy. 

Klimatem książka podoba mi się przeogromnie. Bohaterowie są spoko, ale nie do końca zgadzam się z ich postępowaniem i zachowaniem i to  była ta najbardziej frustrująca część. Fabularnie? Nie pykło nam, ale jak na tym pomyśleć to chyba nie do końca są moje klimaty. Ale od początku. Postać małej Kristie, a być może Lydii, bo sami do końca nie wiemy, która z bliźniaczek przeżyła - nie pamiętam już, którą okazała się ostatecznie - to kawał solidnego i dopracowanego portretu psychologicznego. W ogóle mam wrażenie, że w tej kwestii Tremayne zrobił porządny research i mamy świetny w głąb w psychikę dziecka, które straciło bliźniaczkę; matki, która straciła dziecko i odsunęła się od męża; ojca, który stracił bardziej lubianą córkę; i generalnie rodziny, która ma swoje tajemnice i ląduje na odludnej wyspie, gdzie wszystko jest bardziej odczuwalne. 

I chyba właśnie to ostatecznie gubi książkę, przynajmniej dla mnie. Miałam wrażenie, że każdy z bohaterów osobno powoli zanurza się we własnym szaleństwie, ale jednocześnie nie było to coś, co śledziłam z zainteresowaniem - męczyło mnie i frustrowało, stawało się zbyt szalone, zbyt pogmatwane, zbyt pokręcone, a niektóre rozwiązania i pomysły, na jakie wpadali bohaterowie sprawiały, że miałam ochotę pacnąć się tabletem w twarz. ja osobiście wyczuwam tu mocny vibe Lśnienia, które było dla mnie potwornie nudne, dlatego mój wniosek - to nie są historie dla mnie. 

Doceniam i szanuję pomysł, ale do mnie ostatecznie nie trafiła.

Tytuł: Bliźnięta z lodu
Tytuł oryginału: The Ice tweens
Autor: S. K. Tremayne
Stron: 336
Format: mobi
Wydawnictwo: Czarna Owca
C. J. Tudor - Inni ludzie

marca 25, 2021

C. J. Tudor - Inni ludzie

Po Tudor pierwszy raz sięgnęłam w okolicy premiery debiutanckiej książki. Co więcej była to książka, od której zaczęłam przygodę z recenzjami, także mam do nich pewien sentyment. Jak to wypada więc po latach i czy jej pióro jest lepsze czy gorsze?

C. J. TUDOR - urodziła się w Salisbury w Wielkiej Brytanii. Dorastała w Nottingham, gdzie cały czas mieszka z partnerem i córką. Znajomi i rodzina nazywają pisarkę'Caz'. Mając lat 16 porzuciła szkołę i zaczęła pracować. Wykonywała rozmaite zawody. Pisać zaczęła już w dzieciństwie, ale długo nie mogła się przemóc, by pokazać komuś efekty swojej twórczości. Debiutancką powieścią tej autorki jest "Chalkman" ("Kredziarz"). Ulubieni pisarze C. J. Tudor to S. King, H. Coben i M. Marshall.

Gabe, wracając pewnej nocy do domu, tkwi w korku za pordzewiałym starym samochodem. Nagle w tylnej szybie widzi twarz dziewczynki. Z jej ust wydobywa się tylko jedno słowo: „Tatusiu”. To jego pięcioletnia córka, Izzy. Nigdy więcej już jej nie zobaczy. Trzy lata po zaginięciu córki Gabe spędza dni i noce podróżując po autostradzie, szukając samochodu, w którym widział Izzy, i nie tracąc nadziei, choć większość ludzi uważa, że dziewczynka nie żyje. Fran i jej córka Alice również przejechały wiele kilometrów autostradą. Ale nie poszukując. Uciekając. Starając się wyprzedzić ludzi, którzy chcą ich skrzywdzić. Ponieważ Fran zna prawdę. Wie, co naprawdę stało się z córką Gabe’a. Wie, kto jest odpowiedzialny. I wie, co zrobią, jeśli kiedykolwiek dogonią ją i Alice…

Szczerze mówiąc tak 50/50. Bo z jednej strony nie jest to książka mega odkrywcza - wątek Gabe'a i Izzy jest mega przewidywalny i już na samym początku wiedziałam, jak ona się potoczy, nic mnie nie zaskoczyło i zdecydowanie najsłabszy wątek. Autorka podaje nam wszystko na tacy, historia jest prowadzona w taki sposób, że nie zostaje miejsce na domysły i element zaskoczenia. 

Ale otoczka tej historii i to, co dzieje się dookoła niej to już zupełnie inna sprawa. Wątek Innych - na początku byłam dosyć zmieszana w tej kwestii, ale gdy wszystko wskoczyło na swoje miejsce, sposób, w jaki to wszystko jest powiązane i jak jedna nić prowadzi do drugiej! No to jest coś pięknego po prostu i zdecydowanie ratuje książkę! Same powiązania - misterne, nieoczywiste, zaskakujące do samego końca, bo jeszcze na ostatnich stronach dowiadujemy się nowych rzeczy, które rzucają kolejne światło na całą historię. No kurde no, jak ona to robi, ja się pytam?!

Tak na dobra sprawę nie przeszkadza mi taki podział książki, chociaż gdyby główny wątek nie był tak przewidywalny, książkę czytałoby się o niebo lepiej, bo momentami byłam trochę znudzona, zabrakło mi w tej kwestii elementu niespodzianki i tego napięcia, że nie wiem, co się zaraz zdarzy, ale muszę przyznać, że jestem usatysfakcjonowana zakończeniem, jak i ostatecznym wrażeniem z książki i mam ochotę sięgnąć po kolejną jej książkę. I coś czuję, że chyba zostanę na dłużej, bo zapowiada się dobrze!

Tytuł: Inni ludzie
Tytuł oryginału: The other people
Autor: C. J. Tudor
Seria: brak
Stron: 424
Format: audiobbok
Wydawnictwo: Czarna Owca
C. J. Tudor - "Kredziaz"

maja 12, 2018

C. J. Tudor - "Kredziaz"


C. J. Tudor - "Kredziaz"
Seria: Brak
Stron: 384
Wersja: Mobi
Wydawnictwo: Czarna Owca

'W mrocznych zakamarkach ludzkiego umysłu kryją się najbardziej fascynujące koszmary i tajemnice.
Rok 1986. Eddie i jego przyjaciele dorastają w sennym angielskim miasteczku. Spędzają czas, jeżdżąc na rowerach i szukając wrażeń. Porozumiewają się kodem: rysowanymi kredą ludzikami. Pewnego dnia jeden tajemniczy znak prowadzi ich do ludzkich zwłok. Od tej chwili wszystko zmienia się w ich życiu.
Trzydzieści lat później Eddie i jego przyjaciele dostają listy z wiadomością napisaną tajemniczym kodem z dawnych lat. Uważają, że to żart do momentu, gdy jeden z nich nie ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Do Eddiego dociera, że jedyną drogą do ocalenia siebie przed podobnym losem jest próba zrozumienia, co tak naprawdę stało się przed laty".

Taką opinię przedstawia lubimyczytać.pl. Mnie zafascynowała prosta okładka, bardzo zresztą wymowna i to, jak często przewijała się na fejsbukowej grupie. To, że uwielbiam kryminały tylko ułatwiło sprawę. Jest to chyba pierwszy raz, kiedy jednocześnie chcę jak najszybciej poznać zakończenie, ale i nie chcę, żeby książka się kończyła <3



W swoje ręce dostajemy historię Eddie'go i jego czworga przyjaciół - Hoppo, grubego Gava, rudowłosej Nick i Mickeya. Poznajemy ich, gdy mają 12 lat, a ich historia znajduje swoje zakończenie niemalże 40 lat później. Przez te 40 lat żyją z tajemnicami oraz z tym, co zrobili. 

Mocne wrażenie zrobił na mnie już początek oraz scena z Wesołego Miasteczka - nie mogłam się oderwać! Dalej było już tylko lepiej, chociaż początkowo strasznie wkurzało mnie to skakanie pomiędzy latami, ta dwutorowość akcji, aczkolwiek po pewnym czasie przestałam zwracać uwagę. 

Lubie takie książki. Niby wiem, niby na coś wpadłam, po czym okazuje się, że nie wiem nic i wszystkie moje tropy były błędne. Jak na debiut autorski - całkiem udany! Chętnie sięgnę po pozostałe jej książki, jeśli się pojawią :) Jedyne, co tak naprawdę mi się nie podobało to zakończenie historii Kredziarza. Tak osnuta tajemnicami, ciągnąca się przez całą książkę. Spodziewałam się wielkiego BUM! I go nie dostałam. Może stałam się zbyt wymagająca :) Ale książka zdecydowanie na plus!
Copyright © Kasikowykurz , Blogger