Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zysk i s-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zysk i s-ka. Pokaż wszystkie posty
Brandon Sanderson - Stalowe Serce

stycznia 28, 2022

Brandon Sanderson - Stalowe Serce

Po tym, jak z sukcesem udało mi się w końcu sięgnąć po Sandersona i polubić z książką, stwierdziłam, że nie ma się czego bać i prawdopodobnie od tego momentu pójdzie już z górki. Po "Stalowe Serce" sięgnęłam dosyć spontanicznie, bo po prostu ją włączyłam, a mam ostatnio ogromna ochotę na fantastykę. I wiecie co? Totalnie przepadłam!

David widział jak Stalowe Serce krwawi. Jest jedyną osobą, która przeżyła atak na bank tamtego dnia i wraz ze śmiercią własnego ojca stracił wszystko. Dziś, dziesięć lat później, osiemnastoletni chłopak ma tylko jedną misję - zabić postać, która zniszczyła jego życie. 

Fabularnie jest przyjemnie - dekadę temu cos dziwnego stało się z Ziemią i pojawili się Epicy - obdarzeni mocą, odporni na wszystko... no i właśnie nie bohaterowie, bo Epicy są źli. Najsilniejszy z nich, Stalowe Serce, przejął władzę nad Newcago i pod jego tyranią toczy się życie w mieście, które nie dość, że jest całe ze stali, to na dodatek zniknęło z niego słońce. David dołącza do Mścicieli - grupy buntowników, których celem także jest Stalowe Serce, choć nie chcą być oni wybawicielami, ani w żadnym wypadku nie chcą tworzyć nowych rządów. Ich jedynym celem jest zlikwidowanie tyrana.

Gdzieś bodajże w zeszłym roku trafiłam na anime Boku no Hero Academia i ta książka ma bardzo podobny vibe, tylko w drugą stronę (bo tam obdarzeni mocą są superbohaterami!). I gdy tylko mój mózg ogarnął, że są do siebie podobne, nie było szansy, że mi się nie spodoba, bo to jest motyw, który ja bardzo lubię (w sumie trafiam na niego drugi raz, ale cóż). Dostaliśmy ciekawy, mroczny świat, wręcz dystopię. Bohaterów tak zróżnicowanych, że każdy znajdzie tu coś dla siebie - jest mózg w postaci Profesora, jest hakerka, jest zabawny i ekscentryczny Cody, ta wredna małpa Megan, no i najnowszy członek drużyny - David.

Bawiłam się świetnie i nie chciałam nawet na moment odkładać tej historii! Trochę się pośmiałam, trochę posmutałam, ale przede wszystkim dostarczyła mi groma radochy i nie mogę się doczekać, aż sięgnę po kolejny tom. A te plot twisty? Ugh, panie Sanderson, ja pana coraz bardziej lubię!

Tytuł: Stalowe Serce
Tytuł oryginału: Steelheart
Seria: Mściciele (tom 1)
Autor: Brandon Sanderson
Stron: 444
Format: TTS
Wydawnictwo: Zysk i s-ka
Jennifer Donnelly - Przyrodnia Siostra

stycznia 25, 2022

Jennifer Donnelly - Przyrodnia Siostra

Głupia ja kiedyś twierdziła, że nie lubi retellingów, a zwyczajnie za mało ich czytałam, bo to jedna z moich ulubionych form! Zwłaszcza, kiedy ta nowa forma jest chociaż odrobinę mroczna, a im dalsza od oryginału, tym lepiej dla mnie! "Przyrodnia Siostra" to retelling Kopciuszka, czyli baśni, której oryginału wręcz nie znoszę, ale ubóstwiam wszelkie odniesienia do niego, czy to książkowe, czy też filmowe. W ogóle śmiesznie wyszło, bo ja byłam przekonana, że to kryminał jest.

I tu Donnelly nas zaskakuje, bo na swój warsztat wzięła nie tytułową słodką, piękną i mądrą sierotkę, ale jej paskudną siostrę. I jest to pomysł naprawdę ciekawy, a i siostra Kopciucha w końcu zyskała charakter i głębię. To nie jest dziewczyna, która po prostu jest wredną siostrą - to dziewczyna pełna pasji, charakteru, uparta, krnąbrna, mądra, ale zupełnie nie wpisująca się w utarte schematy piękna i jest nazywana brzydka tylko dlatego, że nie ma ślicznej buzi i anielskiego charakteru.

I to jest właśnie największe piękno tej historii - mówi ona dziewczynkom, że bycie pięknym to nie wszystko, to nie jest najważniejsze. Nieistotne jest, że masz cudowną buzię i cały świat u stóp, skoro za tą buzią kompletnie nic się nie kryje. Uwielbiam to, w jaki sposób "brzydka" Isabelle odkrywa, co tak naprawdę czyni ja piękną dla świata, dla osób, na których jej zależy, ale przede wszystkim dla siebie. Bo najważniejsze jest to, abyśmy we własnych oczach  byli piękni dla siebie. Bo jeśli nie kochamy samych siebie, nie szanujemy tego, kim jesteśmy, to jak ma zrobić to reszta świata?

Piekielnie oryginalna, mądra, z morałem, a do tego świetna fabularnie, z nieoczywistymi czarnymi charakterami. 

Tytuł: Przyrodnia Siostra
Tytuł oryginalny: Stepsister
Autor: Jennifer Donnelly
Stron: 335
Format: TTS
Wydawnictwo: Zysk i s-ka
Ali Benjamin - Serce meduzy

stycznia 21, 2022

Ali Benjamin - Serce meduzy

Każdy z nas inaczej przeżywa żałobę i nie ma złego sposobu, aby przez to przejść. Dwunastoletnia Zuza przestaje mówić. Straciła najlepszą przyjaciółkę i nie może zrozumieć, jak tak dobra pływaczka mogła po prostu utonąć. Jej przyjaźń z nią zakończyła się nagle, niezrozumiale, a do tego wydaje się, że nikt z otaczających ją ludzi nie rozumie i nie chce pomóc Zuli udowodnić, że coś innego mogło mieć na to wpływ, być może ukąszenie meduzy. A może jest jeszcze inaczej i to ona zawiniła, nie potrafiąc się z nią porozumieć, gdy zaczęły nową szkołę?

Nie wiem, czego się spodziewałam po tej książce, ale na pewno nie tego, że tak mocno w nią wsiąknę i zrobi na mnie tak ogromne wrażenie. Napisana z perspektywy dwunastolatki wcale nie jest infantylna, czyta się ją okrutnie dobrze i napisana jest w przepiękny sposób. Siedzimy w głowie głównej bohaterki i jesteśmy świadkiem jej rozmyślań i rozważań, próby pogodzenia się z nową rzeczywistością i musze przyznać, że dziewczynka robi to w bardzo oryginalny sposób.

Zuza bowiem ma wręcz obsesje na punkcie meduz. Upodobała sobie parzydełkowate stworki i nie szczędzi nam ciekawostek na ich temat i ostatecznie to właśnie te niezwykłe stworzenia pomagają jej uporać się z bolesną prawdą. Zazwyczaj przy takich książkach czuję frustrację, bo gdy śmierć dotyka w jakiś sposób dzieci, często zostają one same  ze swoim żalem i bólem, niezrozumiane przez dorosłych.

Tutaj jest trochę inaczej. Owszem, większość rówieśników kompletnie nie rozumie dziwnej dziewczynki, zaprzyjaźnia się z jednym z kolegów z klasy (jego podejście i ich relacja - turbo urocze, strasznie mi się podobało). Nauczycielka biologii, która jest złotą kobietą i zachęca dziewczynkę do kontaktu z rówieśnikami, ale równocześnie na nią nie naciska, nie zmusza i daje jej okazję, by mogła uciec od hałasów i nierozumienia. Rodzina Zuzy to również materiał na pochwały. Z daleka widać, że żadne z nich nie rozumie zachowania dziewczynki, ale traktują to jako coś naturalnego i pozwalają się przejść przez to na swój sposób, jednocześnie dając znać, że cały czas są na wyciągnięcie ręki.

To naprawdę przepięknie napisana historia o radzeniu sobie ze śmiercią najbliższych osób, nie tylko dla targetu (późna podstawówka/wczesne gimnazjum), ale śmiało stwierdzę, że to historia, z którą powinien zapoznać się każdy.

Wcale się na niej nie popłakałam!

Tytuł: Serce meduzy
Tytuł oryginału: The Thing About Jellyfish
Autor: Ali Benjamin
Stron: 308
Format: TTS
Wydawnictwo: Zysk i s-ka
Alicja Horn - Wyleczeni

listopada 18, 2021

Alicja Horn - Wyleczeni

Zrób rachunek sumienia, zanim trafisz do szpitala. Kiedy pielęgniarki znajdują w dyżurce ciało zastępcy ordynatora, cień pada na cały personel słynnego warszawskiego szpitala. Mnożą się plotki i domysły - zamordowany lekarz nie był lubiany w środowisku i wielu miało powody, by się na nim zemścić. Śmierć doktora nie odbija się jednak szerokim echem w mediach.

Lubię thrillery, w których już od samego początku coś się dzieje, a tutaj nie kazano mi zbyt długo czekać, bo już w pierwszym rozdziale ktoś ginie i nie wiemy, jak bardzo odbije się to na naszych bohaterach i do czego doprowadzi. Po mocnym wstępie długo jest dobrze. Gdzieś w środku był taki moment, że moje chęci na chwile opadły, bo trochę się to wszystko zaczęło przeciągać, ale ostatecznie siedziałam jak na szpilkach i zadawałam sobie w głowie pytania: „No dobra, kto morduje?!”. 

Miałam swoje typy i do końca nie wiedziałam, kto to będzie, bo autorka umiejętnie prowadzi nas przez historię, zadając mnóstwo pytań, ale nie udziela odpowiedzi wprost, bo dopiero na samym końcu wszystkie drogi łączą się w jedno. A muszę przyznać, że to był naprawdę dobry finał i po cichu już żałowałam, że to tylko jeden tom. Nawet nie wiecie, jaka była koja radość, gdy ostatnie zdanie brzmiało: „koniec części pierwszej”. Oj, będę wyczekiwać kontynuacji i przyznaje, że poprzeczka została zawieszona wysoko!

To debiut autorki, ale takie debiuty mogłabym czytać w kółko, bo był zwyczajnie świetny. Nie do końca polubiłam się w trakcie z główną bohaterka, niektóre jej decyzje uważam za skrajnie głupie, a jej relacja z jednym z bohaterów jest dla mnie dziwna i nie rozumiem, jak do tego doszło. Za szybko, trochę bezsensownie. Dopiero znając całą historię jestem w stanie ją bardziej zrozumieć i rozumiem jej motywacje. 

To nie będzie książka dla każdego, bo jej ostatnie strony mogą zszokować, może nawet zniesmaczyć, ale dla mnie to było jak wisienka na torcie, trochę chore, trochę psychodeliczne wręcz, ale kurde. Tego się kompletnie nie spodziewałam i jako fanka takich akcji uważam, że to było świetne i kompletnie zmieniło moje postrzeganie książki. A do tego byłam zwyczajnie zachwycona takim obrotem spraw.

Dajcie mi kolejną książkę!

Tytuł: Wyleczeni
Autor: Alicja Horn
Stron: 312
Format: TTS
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
George R. R. Martin - Cienie śmierci

listopada 15, 2021

George R. R. Martin - Cienie śmierci

Prawda jest taka, że tak, jak mocno doceniam całą sagę Martina, tak bardzo nie lubię tego konkretnego tomu i tych konkretnych wydarzeń. Tak naprawdę nie lubię tych bohaterów w tym momencie ich podróży. Nie podobały mi się te wątki w serialu, był to dla mnie najnudniejszy moment w całej historii i wygląda na to, że ich książkowe odpowiedniki wcale nie wyglądają lepiej. 

Dla mnie to tom mocno taki przechodni, który podsumowuje wydarzenia z poprzednich, ale jeszcze nie rozpoczyna nowych, tylko przygotowuje nas na intensywny rozwój postaci i wydarzeń, które zapewne wydarzą się już po tym, gdy poznamy losy pozostałych (czyli też tych, na których czekam!) i wszystko splecie się w raźną całość. Zapewne, gdyby wszystkie postacie były umieszczone w jednym tomie, mój odbiór historii byłby zupełnie inny i tak, jak są one podzielone, tak i podzielona jest moja opinia. 

Bo prawda jest taka, że na ten moment ja wciąż nie lubię Sansy, nie lubię Cersei ani Tommena, losy Aryi są mi chwilowo obojętne (choć ten wątek boga o wielu twarzach mógłby być bardziej rozwinięty, ale wiem, że muszę na to jeszcze poczekać. Dziwna Brienne z Tarthu to postać, której nigdy nie rozumiałam, a jej powtarzane po wielokroć "szukam moje siostry, trzynastoletniej dziewicy" doprowadzało mnie wręcz do szału. Nawet Sam i Jon nie do końca ratowali sytuację, bo akurat ta część ich przygód także nie potrafiła mnie odpowiednio zadowolić. 

Wyróżnia się za to tak charakterystyczna dla Martina widowiskowa śmierć, nie zdradzę kogo, ale wiem jedno: to nie jest wina książki, bo uważam, że to świetna saga, gdzie nawet jej objętość kompletnie mnie nie przeraża, bo chętnie (choć rzadko) sięgam po nowe tomy, tylko przy tym podziale ucierpiałam ja, bo na pierwszy ogień poszły postacie, których zwyczajnie w tym momencie historii nie znoszę i nie czerpię radość z czytania o ich przygodach.

Za to niecierpliwie czekam, aż wezmę się za drugą część, bo mam wrażenie, że tam będzie ta ekipa, za którą tęsknię i wyczekuję i będę się bawić o niebo lepiej.

Tytuł: Uczta dla wron: Cienie śmierci
Tytuł oryginału: A Feast for Crows
Seria: Pieśń Lodu i Ognia (tom 4.1)
Autor: George R. R. Martin
Stron: 512
Format: TTS
Wydawnictwo: Zysk i s-ka
Elle Kennedy - Podbój

listopada 03, 2021

Elle Kennedy - Podbój

Zanim pokochałam Deana DiLaurentisa na skutek pomylenia tomów zakochałam się w jego siostrze i przeczytanie „Podboju” sprawia, że wydarzenia z „Pościgu” wreszcie mają sens i jestem w stanie umiejscowić je w linii czasowej. Polecam jednak czytać w kolejności i nie mieszać serii!

Już od pierwszej strony pierwszego tomu jestem fanką tej serii i z każdym kolejnym tomem umacniam się w przekonaniu, że cokolwiek autorka napisze, ja od razu pobiegnę, żeby to przeczytać! Do tej pory nie bardzo lubiłam Deana, ale prawda jest taka, że nie dostał szansy, aby zaprezentować swoją drugą stronę osobowości i widzieliśmy tylko to, co sam chciał nam pokazać - powierzchowność. Dlatego tym bardziej ekscytujące jest odkrywanie go razem z Allie!

Ale ten tom to nie tylko radość i ekscytacja. Ten tom w pewnym momencie wymierza nam policzek i przypomina, że życie jest brutalne i nie zawsze jest cukierkowo. To tom, w którym nasze serce zostaje brutalnie zgniecione i musimy uporać się z szarą rzeczywistością. To wydarzenia, których nie cierpię, a które są wspominane jeszcze długo potem.

O dziwo mam tez wrażenie, że ten najgłośniejszy, najbardziej rozbrykany z chłopaków ma tez najspokojniejszą historię (poza tym jednym momentem), ale może o to właśnie chodziło. Bo tym razem nie otwieramy pudełka z niespodzianką, ale obserwujemy spektakularną przemianę i odkrywamy, że spokojny tryb życia i ta jedna właściwa osoba to niekiedy wszytko, czego tak naprawdę potrzebujemy do szczęścia.

Tytuł: Podbój
Tytuł oryginału: The Score
Seria: Off-Campus (tom 3)
Autor: Elle Kennedy
Stron: 448
Format: mobi
Wydawnictwo: Zysk i s-ka
Rozczarowania 2021 #1

października 22, 2021

Rozczarowania 2021 #1

2021 to dla mnie rok obfitujący w nowe gatunki, nowych autorów i mnóstwo nowych historii. I o ile o większości z nich jestem w stanie sklecić całkiem sensowną opinię, to niektóre okazały się tak wielkim rozczarowaniem, że napisanie o nich więcej niż akapitu albo dwóch zwyczajnie mnie przerasta. 

Także, moi drodzy, przed wami pierwszą część największych książkowych rozczarowań 2021 roku :)

Lily Brooks-Dalton - Dzień dobry, północy 


Niestety dla mnie kompletnie nie. Nie mam pojęcia, o czym jest ta książka, wynudziłam się okropnie. Przez 80% śledzimy losy Augusta - jaki to miało cel, nie wiem, w ostatnich 20 minutach upchnięta cała akcja. Zdecydowanie nie polecam. Nie wiem, jaki cel miała ta książka. Ponoć jest to piękna opowieść o samotności i diabeł wie, o jeszcze, ale ja już naprawdę dawno tak się nie wynudziłam i gdyby nie fakt, że ją przesłuchałam, to nie skończyłabym jej w ogóle. Jeszcze nigdy tak bardzo nie miałam ochoty odpuścić sobie książki.

Tytuł: Dzień dobry, północy
Tytuł oryginału: Good morning, midnight
Autor: Lily Brooks-Dalton
Stron: 272
Format: TTS
Wydawnictwo: Czarna Owca

Tim Lebbon - Milczenie


Kilka lat temu światem zawładnęły trzy horrory - Ciche Miejsce, Milczenie i Nie otwieraj oczy. Widziałam jeden z nich (Ciche Miejsce), czytałam jeden (Milczenie), na trzeci kompletnie nie mam ochoty. Mam wrażenie, że motyw stworzeń, które miliardy lat przeżyły w zamkniętym ekosystemie i po okryciu terroryzują świat stał się aż nader modny. Albo ja trafiam na niego podejrzanie często i mogę powiedzieć jeno - jest to cholernie schematyczne. Już po kilku stronach jestem w stanie przewidzieć fabułę, doskonale znam kolejne kroki bohaterów, a momentami mam wrażenie, że przebywam w innym dziele, bo sceny są jak żywcem z nich wydarte. 

Och, jak najbardziej doceniam pomysł, bo Wespy są stworzeniami rodem z horrorów, ale problem polega na tym, że nie są oryginalne. To po prostu diabelnie brzydki, łysy nietoperz żywiący się ludzkim mięsem, a ja mam wrażenie, że już to gdzieś widziałam. Dla osoby, która z horrorem nie ma nic wspólnego - jak najbardziej, to będzie świetna powieść! Mnie niestety przede wszystkim wynudziła, a otwarte zakończenie wprawiło w osłupienie, bo odniosłam wrażenie, że książka urwała mi się w połowie zdania. Swego czasu miałam swoistą obsesję na punkcie krwawych horrorów z niższej półki i wizja apokalipsy w wykonaniu nieznanych stworzeń jest zwyczajnie wtórna. I nudna.

Tytuł: Milczenie
Tytuł oryginału: The silence
Autor: Tim Lebbon
Stron: 368
Format: TTS
Wydawnictwo: Zysk i s-ka 

Christoph Marzi - Heaven. Miasto elfów


W tej historii spotyka się dwoje postaci - osiemnastoletni David, który większość czasu spędza pomiędzy dachami Londynu, bo tylko tam czuje się sobą i Heaven, tajemniczą dziewczynę, której ukradli serce i prosi Davida o pomoc. Początek jest nietypowy i intrygujący! Tylko trochę nam nie pykło...

Moim największym zarzutem dla tej książki jest brak tytułowych elfów. Widząc tytuł, spodziewałabym się większej ich ilości, może nawet tytułowego miasta, a tak naprawdę na kartach historii spotykamy... dwa. Tak, DWA. Co jak co, ale poczułam się oszukana i zawiedziona, bo ja naprawdę lubię elfy i uwielbiam historie o nich!

Sam motyw Heaven, która traci serce na rzecz zbirów zajmujących się tym zawodowo i poszukujących młodych serc dla swoich panów (to nie spoiler, dzieje się w prologu), to coś, co naprawdę miało ogromny potencjał! Ale mam wrażenie, że po drodze coś poszło nie tak i ostatecznie wyszło tak średnio i z dobrego fantasy, na które się zapowiadało, dostaliśmy trochę mdły romans, który totalnie mnie nie interesował. Strasznie szkoda, bo to mogła być naprawdę dobra książka! 

Tytuł: Heaven. Miasto elfów
Tytuł oryginału: Heaven: Stadt der Feen
Autor: Christph Marzi
Stron: 336
Format: TTS
Wydawnictwo: Muza 
Elle Kennedy - Błąd

września 28, 2021

Elle Kennedy - Błąd

Czy można się zakochać w autorze, w książce, w bohaterach, w stylu, we wszystkim? Bo ja chyba właśnie to zrobiłam! To moje trzecie spotkanie z prozą Kennedy i z każdym kolejnym razem jest tylko lepiej. Więcej miłości, więcej radości, więcej śmiechu. Moje serce puchnie, a buzia nie przestaje się śmiać, gdy przerzucam kolejne strony!

Jeśli prawiłam ochy i achy nad Garretem i Hannah, to Logan i Grace sprawili mi jeszcze więcej radochy! Uwielbiam dziewczyny z Briar, są bardzo charakterne, odważne i pełne emocji, których nie boją się okazywać, choć każda z nich ma swój bagaż i swoje demony, ale Grace z pewnością nie jest tak poraniona, jak Hannah, więc i jej historia nie wydaje się taka ciężka i nacechowana emocjonalnie, jak pierwszy tom. Dla mnie osobiście jest weselej, a kłótnie Logana i Grace, a zwłaszcza próby wkupienia się hokeisty w łaski dziewczyny wywoływały u mnie salwy śmiechu i z trudem się powstrzymywałam, żeby późnym wieczorem nie wybuchnąć śmiechem.

Wymyślony uniwersytet Briar i okoliczne miasteczka powoli stają się kolejnym miejsce, które wywołuje ciepło w moim serduchu i będzie kojarzyło się z miłością, radością i dobrą zabawą. Miejsce, do którego zapragnę w przyszłości wrócić i jeszcze raz na nowo przeżyć te emocje! 

Kennedy po raz kolejny nie boi się przemycić w swojej opowieści bolesnych i trudnych tematów, które traktuje z ogromnym taktem, rzucając bohaterom kolejne kłody pod nogi. Tym razem stykamy się z alkoholizmem, który rozbija niezliczone rodziny każdego dnia. I choć przez większość czasu uśmiechałam się jak głupia, w tych momentach uśmiech schodził z mojej twarzy, a serce zalewała gorycz, że takie rzeczy się dzieją i dotykają tak wspaniałych ludzi. Nawet, jeśli jest ona tylko fikcyjnym bohaterem. Bohaterowie Kennedy są prawdziwi, ludzcy, realni, mogliby być kimś, kogo spotkałeś na ulicy, ich historię mógłbyś dopisać parze najlepszych przyjaciół.

Po raz kolejny dziękuję za opowieść i bohaterów, którzy na zawsze pozostaną ze mną.

Tytuł: Błąd
Tytuł oryginału: The Mistake
Seria: Off-Campus (tom 2)
Autor: Elle Kennedy
Stron: 376
Format: mobi
Wydawnictwo: Zysk i s-ka
Elle Kennedy - Pościg

września 20, 2021

Elle Kennedy - Pościg

Summer to dziewczyna z wyższych sfer, pozornie pochłonięta wyłącznie zakupami i wyglądem. Fitz jest hokeistą, który realizuje swoje marzenia dzięki graniu w drużynie uniwersyteckiej, co zapewnia mu opłacenie upragnionych studiów. To seksowny i ponury facet, którego tatuaże i sposób bycia zupełnie nie pasują do Summer. Jednak obydwoje czują do siebie ogromny pociąg. Wszystko wydaje się iść ku dobremu, jednak kilka nieuważnych słów Fitza sprawia, że urażona Summer odsuwa się od niego, by zacząć flirtować z jego kolegą z drużyny. Jednak obydwoje nie mogą o sobie zapomnieć, zwłaszcza że widzą się codziennie, gdyż zostają współlokatorami. Dzięki temu Fitz poznaje bliżej dziewczynę i radykalnie zmienia o niej zdanie…

Odkąd przeczytałam "Układ" nie mogłam zapomnieć o studentach z Briar i wiedziałam, że nie minie wiele czasu, zanim powrócę do tego świata, bo przy okazji uświadomiłam sobie, jak bardzo lubię historię dziejące się za murami szkoły i jak bardzo odpowiada mi towarzystwo sportowców. Wyszło nader zabawie, bo w swoim zakręceniu nie tylko pomyliłam tomy, ale i serie, przez przypadek zaczynając spin-off :). Zanim się zorientowałam, byłam już pochłonięta książką i nie miałam ochoty na zmianę!

Czy są spoilery? Mam wrażenie, że owszem, kilka wydarzeń sobie spolerowałam, jedno mnie zabolało, ale na szczęście każda historia dotyczy innych bohaterów. Co nie zmienia faktu, że nawet sobie nie wyobrażacie, jaka była moja radość, kiedy pojawili się Garrett i Hannah! Uśmiech na twarzy gwarantowany.

Summer i Fitza polubiłam już od samego początku, zwłaszcza cichego, spokojnego, wytatuowanego Fitza, fajny gość :). Jego otoczenie, współlokatorzy. Mam wrażenie, że jest postacią nieszablonową, bo zazwyczaj sportowcy są pewni siebie, emanują wręcz arogancją i wszędzie ich pełno, a tu proszę - spokojny, cichy nerd, który w zaciszu pokoju projektuje gry komputerowe. Czad!

Ta historia dostarczyła mi ogromu radości, wybuchów śmiechu, chichotania się pod nosem i banana na twarzy, a w tym tygodniu koszmarnie tego potrzebowałam. Była jak bańka radości, która mnie otoczyła i pozwoliła oderwać się od trudnego tygodnia i po prostu przed ponad 400 stron cieszyć japę. O dziwo rozbawiła mnie i trafiła bardziej niż poprzednia, co uważam za duży plus.

W pewnym momencie fakt, że relacja Summera i Fitza i to ich ciągłe odpychanie się i tworzenie niepotrzebnych barier zaczęło mnie tyci irytować, ale wrażenie było chwilowe i szybko zniknęło. Dla mnie ochy i achy i będę wspominać z czułością i radością. Chciałabym powiedzieć, że strasznie miło było wrócić na Briar, ale... tak naprawdę nie zdążyłam jeszcze na dobrze go opuścić :D

Tytuł: Pościg
Tytuł oryginału: The Chase
Seria: Briar U
Autor: Elle Kennedy
Stron: 424
Format: mobi
Wydawnictwo: Zysk i s-ka
Elle Kennedy - Układ

września 08, 2021

Elle Kennedy - Układ

Hannah Wells w końcu znalazła chłopaka, który rozbudził jej namiętność. Wydaje się, że ta dziewczyna jest pewna siebie w każdym aspekcie życia… ale jeśli chodzi o seks i uwodzenie okazuje się, że ciągnie za sobą dotkliwy bagaż doświadczeń. Żeby zwrócić uwagę swojego wybranka, będzie musiała porzucić kokon bezpieczeństwa i sprawić, by to on się nią zainteresował. Garrett Graham od zawsze marzył o zawodowej karierze w hokeju, ale gdy średnia jego ocen gwałtownie spada, wszystko na co tak ciężko pracował do tej pory, staje pod znakiem zapytania. Decyduje się pomóc pewnej brunetce z ciętym językiem wzbudzić zazdrość w innym chłopaku, bo w zamian za to może zabezpieczyć swoją pozycję w drużynie. 

Przyznam szczerze, że seria ta od dawna widniała w kręgu moich zainteresowań, ale jakoś nigdy nie było nam ze sobą po drodze. Po jej przeczytaniu pozostaje mi tylko i wyłącznie zastanawiać się, dlaczego nasze losy nie splotły się wcześniej, bo okazuje się, że ja takich książek ogromnie potrzebuję i świetnie się na nich bawię! 

Już od pierwszych stron polubiłam Hannah i z zapartym tchem śledziłam jej losy. Garrett potrzebował ociupinkę więcej czasu, ale jego urok niewątpliwie był nieodparty, a jego ośli wręcz upór nie raz mnie rozbawił i pozostało mi tylko czekać, aż dowiem się czegoś więcej. Na wstępie warto zaznaczyć, że książka w trakcie robi się mocni pikantna, więc jeśli nie jesteście fanami to albo omińcie jej spory kawałek albo sobie w ogóle opuście. Ja nie jestem fanem, ale o dziwo kompletnie mi to nie przeszkadzało, bo miało sens i wpasowało się w fabułę. 

Historia Hannah i Garreta dostarczyła mi przede wszystkim mnóstwo śmiechu i radości, trochę wypieków na twarzy, ale głównie była to dla mnie ogromna frajda i po raz kolejny trudno było mi się oderwać od książki i wracałam do niej przy każdej możliwej okazji. Okazuje się, że ja te studenckie klimaty bardzo lubię, a że z hokeistami mam do czynienia pierwszy raz, to było to całkiem odświeżające. I potrzebuję więcej. Już. Teraz. Zaraz, ale obiecałam sobie, że nie będę czytać książek o podobnej tematyce jedna po drugiej, bo wtedy strasznie mi się miesza fabuła. 

Pióro Kennedy jest lekkie, zabawne i przyjemne i mimo, że książka liczy sobie prawie 500 stron, ja w ogóle tego nie odczułam, bo dosłownie płynęłam przez tę historię i ciągle nie miałam dosyć. Jedyny zarzut, jaki do niej kieruję to fakt, że relacja Hannah i Garreta w pewnym momencie rozwinęła się zbyt szybko, był za duży przeskok, zabrakło mi jakiegoś racjonalnego wyjaśnienia (tak, chodzi mi o te seksy, coś tu nie pykło).

Duży plus są wątki poboczne - czyli przeszłość obojga bohaterów, które moim zdaniem zostały opisane sensownie, nie przesadzone i mądrze poprowadzone (przede wszystkim miały jakiś wpływ na bohaterów i nie urwały się, ani nie pojawiły z dupy). Jestem ogromnie ciekawa, jakie będą kolejne tomy i czy seria mnie nie zawiedzie, bo póki co jestem nastawiona jak najbardziej pozytywnie!

Tytuł: Układ
Tytuł oryginału: The Deal
Seria: Off-Campus (tom 1)
Autor: Elle Kennedy
Stron: 461
Format: TTS/mobi
Wydawnictwo: Zysk i s-ka
Aaron Mahnke - Niegodziwi śmiertelnicy

sierpnia 02, 2021

Aaron Mahnke - Niegodziwi śmiertelnicy

Długo czaiłam się na pierwszą część, słysząc ogrom pozytywnych opinii, ale w końcu dla mnie skończyło się sporym rozczarowaniem, bo opisane tam istoty mało pokrywały się z moimi zainteresowaniami. Jako, że nie jestem osobą, która łatwo się poddaje, postanowiłam dać szansę kolejnemu tomowi, który, jakby nie patrzeć, mówił o czymś zupełnie innym. Nie było warto.

Niegodziwi śmiertelnicy miał opowiadać o nikczemnych, mrożących krew z żyłam mordercach, głównie z okresu XIX wieku. No miał, bo ostatecznie okazało się to wszystko niesamowicie przegadane, a w większość przypadków mrożące krew w żyłach po prostu nudne, bo... to wszystko już było. Tak, ja wiem, jak o brzmi, ale zbrodnie, które zostały opisane w książce Mahnke były potworne w momencie ich popełniania. Obecnie popkultura jest rozwinięta mocno, thrillerów, kryminałów i książek o seryjnych mordercach jest sporo. Ja je uwielbiam, więc przeczytałam ich mnóstwo. Co za tym idzie, to, co dostałam tutaj mnie w ogóle nie szokuje, a sposób pisania i opowiadania sprawia, że cała otoczka nie pozwala na szok, bo zostajemy zawaleni taką masą treści, że to kompletnie traci i czujemy głównie znużenie, że ta szokująca historia trwa tak długo...

Nie zrozumcie mnie źle - jeśli nie jesteście w temacie, nie czytacie na co dzień kryminałów i mijacie się z takimi serialami, to książka jak najbardziej może wam się spodobać. Są tu postacie i wydarzenia, które być może gdzieś tam się przewinęły - ja na przykład przez tydzień przekopywał Internet szukając H. H. Holmesa, bo miałam wrażenie, że gdzieś tą historię słyszałam, ale niestety nie znalazłam. Ale główny problem tej książki polega na tym, że jest powtarzalna, bardzo schematyczna i jedyne, co wyróżnia kolejne rozdziały, to zmiana bohatera i zbrodni, ale mimo to mam wrażenie, jakby ciągle czytała to samo. Drugą połowę dosłuchałam, bo miałam wrażenie, że nigdy jej nie skończę i był takie momenty, czasami całe strony, że słuchałam jednym uchem i absolutnie nie wpłynęło to na odbiór całości, także...

Jest mi ogromnie szkoda, bo to seria, która mogła mieć ogromny potencjał i stać się książką, do której wielokrotnie można by wracać i odczytywać ulubione fragmenty, a wyszło tak, że mam ochotę o niej zapomnieć. Jest jeszcze trzeci tom, który nigdy nie ukazał się w Polsce. Przypadek? Nie sądzę. Może go doczytam, bo opowiada o miejscach, ale szczerze w tą wątpię, bo mam wrażenie, że po raz kolejny dostanę to samo...

Tytuł: Niegodziwi śmiertelnicy
Tytuł oryginału: The World of Lore: Wicked Mortals
Seria: Lore (tom 2)
Autor: Aaron Mahnke
Stron: 392
Format: mobi/TTS
Wydawnictwo: Zysk i s-ka
George R. R. Martin - Nawałnica Mieczy: Krew i Złoto

maja 10, 2021

George R. R. Martin - Nawałnica Mieczy: Krew i Złoto

Byłam święcie przekonana, że po tragicznym finale serialu już nic nie zmusi mnie do powrotu do tych książek, zwłaszcza, że nie wiadomo kiedy - i czy w ogóle - autor zechce wydać ostatni tom serii. No ale tak wyszło, że trochę zatęskniłam i miałam ochotę na jakiegoś pewniaka, a jednak te trzy pierwsze tomy naprawdę bardzo mi się podobały. Niefartem pierwszy tom nawałnicy mieczy czytałam - uwaga - siedem lat temu i takie wejście w sam środek historii potrafi jednak zbić z tropu, ale szczęście w nieszczęściu, że fabularnie idzie tym torem, co serial, więc nie  mogę powiedzieć, że nie potrafiłam odnaleźć się w historii. Właśnie wręcz przeciwnie - mega szybko wsiąknęłam. Warto zauważyć, że to jest ten tom właśnie, w którym fabuła serialu i książek się rozjeżdża (a ja ze smutkiem musze powiedzieć, że zwłaszcza śmierci, które się tu wydarzyły o wiele bardziej podobały mi się w serialu!).

GEORGE R.R. MARTIN - Pisarz, twórca science fiction i fantasy, zarówno opowiadań jak i powieści, wielokrotny zdobywca nagród Nebula i Hugo oraz wielu innych (World Fantasy Award, Bram Stoker Award, Locus Award). Początkowo publikował pod nazwiskiem pozbawionym dwóch „R”, które dołączył, gdy zaczęto go mylić z menedżerem The Beatles. Jego utwory przetłumaczono na 14 języków, w tym polski. Jest autorem popularnej sagi fantasy „Pieśń Lodu i Ognia”, na której oparto serial i grę fabularną.

Siedem królestw rozdarła krwawa wojna, a zima zbliża się niczym rozwścieczona bestia. Ludzie z Nocnej Straży przygotowują się na spotkanie z wielkim chłodem i żywymi trupami, które mu towarzyszą. Do inwazji na północ, której świeżo wykutą koronę nosi Robb Stark, szykuje się jednak horda głodnych, dzikich ludzi władających magią nawiedzanego pustkowia. Siostry Robba zaginęły, nie żyją albo w każdej chwili mogą zginąć na rozkaz króla Joffreya z rodu Lannisterów. A za morzem ostatnia z Targaryenów wychowuje smoki, które wykluły się na pogrzebowym stosie jej męża, gotowa pomścić śmierć ojca, ostatniego ze smoczych królów zasiadających na Żelaznym Tronie.

Tak naprawdę trochę nie wiem, jak to podsumować, bo to dosłownie jest kontynuacja historii, wchodzimy w sam środek akcji, ale pierwsze zdanie tak mi się podobało, że uśmiechnęłam się od ucha do ucha, a jak się okazało, że śmierci przy których zbierałam szczękę z podłogi mogę przeżyć jeszcze raz raz to aż zacierałam rączki. I kurde, naprawdę nie sądziłam, że ja tak bardzo tęskniłam za tym światem!

Bo wiecie, to przede wszystkim jest kawał naprawdę dobrej fantastyki i mimo, że co rozdział jesteśmy w innym kawałku Westeros, albo i dalej, i śledzimy losy zupełnie różnych postaci, to wcale nie jest ciężko nadążyć i chyba nie było takiego momentu, żebym zgubiła gdzieś wątek i nie mogła się połapać. Co najwyżej niektórych bohaterów lubię po prostu mniej, także rozdziały im poświęcone nie sprawiały mi radości - jak choćby Cebulowy Rycerz, czy Sansa, której nie mogę chwilowo znieść. No strasznie mi dziewucha działa na nerwy.

No co ja mogę powiedzieć? To jest naprawdę kawał dobrego fantasy, w które jednak trzeba się wczytać - albo jak w moim przypadku wsłuchać się, bo łatwo zgubić wątek. Skakanie między tak wieloma postaciami o dziwo w ogóle mi nie przeszkadza, choć czasami chciałabym zostać z którąś na dłużej!

Tytuł: Nawałnica Mieczy: Krew i złoto
Tytuł oryginału: A Storm of Swords: Blood and Gold
Autor: George R. R. Martin
Seria: Pieśń Lodu i Ognia (tom 3.2)
Stron: 574
Format: TTS
Wydawnictwo: Zysk i s-ka
Forrest Gump - Winston Groom | Czemu ludzie to kochają?

maja 07, 2020

Forrest Gump - Winston Groom | Czemu ludzie to kochają?

Forresta czytałam, a raczej słuchałam w maju 2019 roku i od tamtej pory nie mogę nie kompletnie zebrać, aby coś o tej książce napisać. Dlaczego? A z prostej przyczyny, że książka ta mi się cholernie nie podobała i totalnie nie rozumiem jej fenomenu. 

Prozaik i dziennikarz amerykański, autor powieści "Forrest Gump", na podstawie której w 1994 roku Robert Zemeckis nakręcił uhonorowany Oskarem film pod tytułem Forrest Gump z Tomem Hanksem w roli głównej i roli drugoplanowej Gary Sinise. Po ukończeniu studiów na Uniwersytecie Alabama służył w armii uczestniczył w wojnie wietnamskiej. Do 1986 roku mieszkał w Nowym Jorku, gdzie uczył się rzemiosła literackiego od swoich słynnych przyjaciół - Kurta Vonneguta, Josepha Hellera, Irwina Shawa i Trumana Capote`a.

Poznajcie Forresta Gumpa, sympatycznego i zaskakująco łebskiego bohatera tej nadzwyczajnej odysei komicznej. Forrest najpierw - dość przypadkowo - zostaje gwiazdą drużyny futbolowej Uniwersytetu Alabama, później jedzie do Wietnamu, gdzie staje się bohaterem wojennym, robi też karierę jako światowej klasy pingpongista i zapaśnik i oraz potentat handlowy... W samym środku swoich przygód porównuje wojenne blizny z Lyndonem Johnsonem, odkrywa prawdę o Richardzie Nixonie i przeżywa wzloty i upadki, pozostając wiernym swej jedynej i prawdziwej miłości – Jenny. Jednocześnie przez całe swoje życie z dziecięcą mądrością i nieustannym zdziwieniem nie przestaje się przyglądać otaczającym go ludziom. W powieści obserwujemy nadzwyczajną podróż Forresta przez trzy dekady kulturowego krajobrazu Ameryki. Forrest Gump ma do opowiedzenia cholernie dobrą historię – by w nią uwierzyć, trzeba ją po prostu przeczytać...

Tak na dobrą sprawę nie mam absolutnie nic do powiedzenia i ten fakt nie zmienił się przez ostatni rok - nie wiem, jak ją podsumować. Ponoć jest fenomenem, przez niektórych pewnie już postrzegana jako klasyk, a dla mnie jest to po prostu durna książka, o idiocie, który przeżywa absurdalne i nieprawdopodobne historie. 

Nie bawiłam się podczas słuchania, nie jarałam się tą książką, wywracałam raczej oczami, czekając na jej koniec. Forrest popełnia mnóstwo idiotycznych błędów, jak na idiotę przystało, a jednak ma przy tym cholernie dużo szczęścia, jakby w myśl powiedzeniu, że głupi ma zawsze szczęście. Może ja czegoś nie widzę w tej książce, bo czytając jej opis mam wrażenie, jakbym miała do czynienia z kompletnie inną książką, może dlatego, że fanem historii nigdy nie byłam, a z tą amerykańską to już w ogóle mi nie po drodze i dla postronnego obywatela, albo też zwykłego „kowalskiego” czytelnika, książka ta jest po prostu… książką, taką mocno średnią.

Z ciekawości obejrzę film, bo produkcje z Tomem Hanksem póki co mnie nie zawiodły. Ale nadziei dużych nie mam. 

Tytuł: Forrest Gump
Tytuł oryginału: Forrest Gump
Autor: Winstron Groom
Seria: Forrest Gump (tom 1)
Stron: 280
Format: TTS
Wydawnictwo: Zysk i s-ka
Bractwo Pierścienia - J. R. R Tolkien

kwietnia 08, 2020

Bractwo Pierścienia - J. R. R Tolkien

Do Władcy Pierścieni miałam już naprawdę dużo podejść. Do filmu - zbyt wiele i nigdy nie udało mi się obejrzeć całości za jednym zamachem (pierwszej części, bo to o niej tutaj mowa). Do książki miałam podejść cztery albo pięć. Za pierwszym razem pożyczyłam od brata całą trylogię, ale poległam już na samym początku. Za drugim razem przebrnęłam przez pierwsze 20 stron i stanęłam. Do września zeszłego roku udało mi się przebić przez opis Shire, ale nie dotarłam do konkretnej akcji. Ostatnie podejście zaliczyłam teraz, przerzucając się na audiobooka i wreszcie zakończyło się sukcesem!

John Ronald Reuel Tolkien,  ur. 3 stycznia 1892 w Bloemfontein w Oranii, zm. 2 września 1973 w Bournemouth) – brytyjski pisarz oraz profesor filologii klasycznej i literatury staroangielskiej na University of Oxford. Jako autor powieści Władca Pierścieni, której akcja rozgrywa się w mitycznym świecie Śródziemia, spopularyzował literaturę fantasy. 

Jest autorem wielu dzieł rozgrywających się w Śródziemiu: powieści Hobbit, czyli tam i z powrotem, Władca Pierścieni, Silmarillion (nieuporządkowanego jako spójna całość narracyjna przez Ronalda – książkę przygotował do druku jego syn Christopher Tolkien) oraz kilku krótkich form, opowiadań niezwiązanych lub luźno związanych z wielką mitologią, tzw. Legendarium Śródziemia (zawartej w 12-tomowej History of the Middle-earth, opracowanej i wydanej przez Christophera Tolkiena).

W spokojnej wiosce w Shire młody hobbit Frodo zostaje obarczony niezwykle odpowiedzialnym zadaniem. Ma on podjąć niebezpieczną podróż przez Śródziemie do Szczelin Zagłady, by tam zniszczyć Pierścień Jedyny. Musi bowiem udaremnić niecne plany Władcy Ciemności…

Moja przygoda z Bractwem Pierścienia trwała długo i głośno mówię, że jest to książka najzwyczajniej w świecie nudna. Kręciłam oczami przez większą część trwania audiobooka i niecierpliwie wyczekiwałam końca tej przygody, a jednocześnie pozostawiła mnie z dziwnym kace, bo gdy to piszę mija już trzeci dzień, odkąd ją skończyłam i wciąż nie mogę zacząć nic nowego. Mam bardzo mieszane uczucia co do książki, miło wszystko.

Jest to historia, którą chyba zna każdy. Gdy wychodził film, miałam osiem lat i mimo, ze to dzieło ma już dwudziestkę na karku wciąż robi wrażenie efektami i dopracowaniem i jest chyba lepiej zrobione niż jakikolwiek znany mi dziś film! Książki w domu leżały od wieków, gdy brat dostał trylogię na gwiazdkę, ale miko wszystko zainteresowania z mojej strony nie było. W zaszłym roku stwierdziłam, że chcę w końcu odkryć fenomen ten historii i ja przeczytać. Zajęło mi to jednak zaskakująco dużo czasu.

Z jednej strony wracam do świata, który już znam. W mniejszym lub większym stopniu. Znajome nazwy, znajome miejsca, o dziwo nie mam żadnych problemów z połapaniem się, co w fantastyce zdarza mi się zaskakująco często. Nie powiem, lubię te postacie, choć do dziś nie rozumiem trochę chorej relacji pomiędzy Samem i Frodem i nie wiem, czy chcę podążać tym tropem. Gimli bardziej podobał mi się w filmie, Obierzyświat to kawał interesującej postaci, a Legolas w sumie nie wiem, co tu robił, chyba działał jako tło.

Nudziły mnie przydługie opisy, cioć w opis zwyczajów hobbitów niezłe się wkręciłam. Nużący jest także fakt, że przez większą część książki oni po prostu... idą. Takie ja osobiście odnoszę wrażenie. Nie było tam momentów, podczas których zacierałam rąsie albo rzucałam wszystko, żeby się skupić na książce, wręcz przeciwnie, gubiłam zainteresowanie i wyłączyłam się parę razy.

Ale, ale, to nie jest książka zła, tego absolutnie nie mówię, bo to jest cholernie dobrze wykreowany świat i może nie nazwałabym jej klasykiem, ale ma swoje stałe miejsce w literaturze i chyba każdy szanujący się czytelnik powinien ją odhaczyć. Tylko z mojej perspektywy jest cholernie nudna. Mimo to mam w planach całą trylogię i zobaczymy, na ile zmieni się moje zdanie ;)

Tytuł: Bractwo Pierścienia
Tytuł oryginału: The fellowship of the ring
Autor: J. R. R. Tolkien
Seria: Władca Pierścienia
Stron: 592
Format: papier / TTS
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Aaron Mahnke - Lore. Potworne istoty | Troszku się rozczarowałam :(

stycznia 09, 2020

Aaron Mahnke - Lore. Potworne istoty | Troszku się rozczarowałam :(

Aaron zabiera nas w podróż niezwykłą, ukazującą kulisy powstania najbardziej znanych potworów, jakie znany dziś. Robi to jednak w sposób niezwykły, bo przytacza fakty, których nie znaliśmy, ukazuje znane już historie w totalnie nowym świetle. Robi to w języku prostym i przystępnym, jednocześnie podsycając nasza ciekawość. Ja sama co chwilę chciałam się podzielić z kimś jakaś historia i pytałam czy zna to i to, a czy wiedział, jak było naprawdę i chyba nawet poleciłaś ta książkę paru osobom. Do tego ma przecudowną okładkę, prostą ale totalnie adekwatną do tematyki.

Co mi zatem nie pasuje? Przede wszystkim zabrakło mi w tej książce obrazków. No zabijcie mnie, ale spodziewałam się, że tak cudownie wydana książka będzie także bogato ilustrowana i skoro dostaję inną stronę znanych potworów to może i poznam jakiś nowy wizerunek? No niestety w tej materii srogo się zawiodłam.

Po drugie ilość historii. A raczej ilość bohaterów, a jest ich niewiele plus do tego nie wszystkie mnie zainteresowały. W pewnym momencie, chyba przy gulach totalnie zgubiłam zainteresowanie i trzymałam kciuki, aby ta cześć jak najszybciej minęła. Stwory, które nigdy mnie nie interesowały owszem się tu pojawiły i niestety nawet Aaron nie zmienił mojego zdanka na ich temat, przez co wynudziłam się momentami srogo. Ale to akurat wina mojej niechęci, nie autora.

No i trzecia rzecz, która zakuła mnie w oczy już po skończeniu książki to fakt, iż jest ona transkrypcją podcastu o tym samym tytule. Podcast ten jest dostępny chociaż na Spotify (sprawdzałam!), więc znając angielski w stopniu komunikatywnym spokojnie zaznajomimy się z podcastem dostępnym za darmo i wydawanie pieniędzy na książce wydaje się tu trochę bez sensowne. W moim przypadku zadziałał fakt, ze dorwałam ja na Legimi, a moje dwa podejścia do podcastów póki co zakończyły się źle i chyba nie jestem stworzona do takiej formy przekazu.

Jednak miko to będę bronić tej książki, bo jest świetna i te niedoskonałości to tylko koje czepialstwo. Czyta się ja dobrze, a historie są ciekawe, choć same szczegóły zbyt długo w głowie mi nie zostały. To jest jedna z tych książek, które wyjmujesz przy każdej okazji o swoje ulubione fragmenty pokazujesz znajomym :). Drugą cześć na pewno przeczytam!

Tytuł: Potworne istoty
Tytuł oryginału: The World of Lore: Monstrous Creatures
Autor: Aaron Mahnke
Seria: Lore (tom 1)
Stron: 376
Format: mobi
Wydawnictwo: Zysk i s-ka
Bogumiła Śpiewakowska - "Teraz jestem w tęczowym moście".

maja 09, 2014

Bogumiła Śpiewakowska - "Teraz jestem w tęczowym moście".



Bogumiła Śpiewakowska - "Teraz jestem w tęczowym moście".
Seria: Brak
Stron: 190
Wersja: Standard
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Książka jest głównie o tym, jak wspaniałym przyjacielem jest pies, jak bardzo staje się częścią naszego życia i jak bardzo tęsknimy za nim, gdy go zbraknie. Fluksia była zwykłym psem, przybłędą znalezioną na działce, ale kłopotów było z nią co nie miara. Przygód jeszcze więcej! Ale mimo wszystko wciąż wracamy do punktu wyjścia - że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka i gdy już raz wpuścisz jednego do swego serca, przekonasz się, że życie bez nich jest szare, puste i jakieś takie nudne...

O ile pierwsza część książki faktycznie jest o Fluksi, o tyle dalej trochę odbiega od tematu i właściwie nie wiadomo, o czym. Bardziej jest to zbiór opowiadań autorki, niż książka o samym psie, przez co się trochę zgubiłam i nie wiedziałam, co myśleć. Zwłaszcza ostatnie opowiadanie było oderwane od reszty i trochę myliło czytelnika, bo w końcu na początku zapowiadało się zupełnie inaczej. No ale cóż, przyjemna lektura na wieczór, fajnie i szybko się czytało :)
Z serii: "bardzo, bardzo, bardzo polecam!": George R.R. Martin w sadze "Pieśń Lodu i Ognia".

września 29, 2013

Z serii: "bardzo, bardzo, bardzo polecam!": George R.R. Martin w sadze "Pieśń Lodu i Ognia".


Już od jakiegoś czasu ciągnie mnie, żeby napisać jakąś recenzję. Raczej nie zostanie to moim stałym programem czytania książek, bo zwyczajnie nie lubię (i chyba nie bardzo umiem) pisać recenzji. Ale cóż. Nie zmienia to faktu, że chcę. Siedzisz w domu, chory, znudzony, roznosi cię energia. Warto ją spożytkować na coś przyjemnego i pożytecznego :)




Gdy pierwszy raz usłyszałam o "Grze o Tron", czy w ogóle o całej sadze, nie byłam zbyt optymistycznie nastawiona, gdyż fantastyka nigdy nie była moim ulubionym gatunkiem. Ba, zawsze od niej stroniłam i unikałam, chociaż książki typu "Harry Potter" czy chociażby "Eragon" pochłaniałam błyskawicznie. Ale to inna bajka. 

Wszystko się zmieniło w momencie, gdy wyszedł serial. W oczy rzucały się reklamy, bannery... Był po prostu wszędzie. Moją uwagę jednak zwróciły... smoki. I fakt, że całość odbywa się w czasach zbliżonych do średniowiecza. Smoki, księżniczki, rycerze, któżby tego nie kochał? Podeszłam do tego niechętnie, aczkolwiek jak już połknęłam pierwszy odcinek, następny weszły równie gładko. Drugiego sezonu nie mogłam się doczekać, na końcówce trzeciego z wrażenia szeroko otworzyłam buzię, a do czwartego niemalże odliczam dni.

Stwierdziłam więc, że nie zaszkodzi przeczytać książki. W końcu książka to zupełnie inny świat - lepsze charakterystyki, opisy, więcej wątków i wszystko łączy się w spójną całość. Początkowo szło dosyć opornie, wiadomo - początki bywają trudne. Ale gdy już akcja się rozkręciła? Książka stała się moim nowym wieczornym kumplem (niestety jest za ciężka, żeby ją wozić, a torba i tak jest wypełniona).

Od razu po przeczytaniu pierwszej, sięgnęłam po drugą. Nie mogłam się powstrzymać. Jak na kogoś, kto nie cierpli fantastyki, jestem dziwnie wiernym fanem sagi. Nie jest to typowe ciężkie fantasy, napakowane efektami, wymyślonymi światami i postaciami dosłownie z kosmosu wziętymi. W sadze Martina znajdziemy wszystko - wielkie wojny, małe bitewki, namiętność, miłość, zdradę, nienawiść, morderstwa, zamachy, porwania... A zaraz obok nich smoki, wilkory, wargowie, Inni, wielki Mur. Mamy mądrych Starków z Północy i żądnych władzy (oraz, moim zdaniem, zbyt zadufanych w sobie) Lannisterów z południa. Mogłabym tak wymieniać do rana, a jestem dopiero po drugim tomie :)

To, co najbardziej mnie przyciąga, czytam z największą przyjemnością (i najszybciej), to wątki dotyczące niezwykłej Daenerys Targaryen, Zrodzonej z Burzy, Matki Smoków; Aryi Stark, zwinnej uczennicy Wodnego Tancerza i oczywiście Jona Snowa, strażnika na Murze, Brana i Jojena, Sansy... Um, trochę tego jest. Nieodmiennie na nerwy działa mi zadufana w sobie Carsei i jej równie zadufany brat bliżniak Jaime, aczkolwiek rekompensuje mi to ich kazirodczy związek. Ale wilkorów i smoków nikt nie przebije. Co to, to i nie.

Recenzja mi wyszła marna, wiem, nikt mi nie musi tego mówić, ale jeśli kogoś zachęcę do przeczytania to poskaczę z radości :) Komu bym poleciła? Przede wszystkim czytelnikom starszym, fanom Martina, fantastyki, średniowiecza i rycerzy, bo z pewnością każdy z nich znajdzie tu coś dla siebie. No i maniakalnym czytelnikom, bo przecież nie wszystkim chce się czytać 1000 stron :)
Moja ocena: 6/6

Tak inaczej, ale chce mi się pisać :)
I gadać. Zapraszam do dyskusji!

Copyright © Kasikowykurz , Blogger